Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Ep. X Walka o March. Endor

Ciemne chmury zebrały się nad Puszczą Alansoi. Słońce wypchnięte przez burzowe obłoki, walczyło jeszcze przez minutę z nieproszonymi gośćmi, wypuszczając niewielką wiązkę światła. Trzy postaci na koniach pędziły przez mało uczęszczaną drogę. Gęste zarośla skutecznie ograniczały pole ich widzenia. Dwa wilki, niespotykane w tej Przestrzeni, biegły przed nimi niczym dobre duchy. Nieprzychylny podróżnikom wiatr, dął w swojej furii w drzewa, bawił się okrutnie liśćmi, które nie mając już siły trzymać się gałęzi, upadały. Jeźdźcy z zakrytymi twarzami gnali dalej, aby jak najszybciej osiągnąć cel podróży.
Kiedy słońce poddało się i całkowicie zniknęło za chmurami, spadły pierwsze krople chłodnego deszczu. Wiatr jeszcze przybrał na sile i realnie zaczął przeszkadzać podróżującym. Mokra sierść uniemożliwiała wilkom szybkie i niemal bezszelestne poruszanie się, a przemoczone ubrania jeźdźców ciążyły i ludziom, i koniom. Wszyscy jednak wiedzieli, że to nie jest wystarczający powód, aby się zatrzymać. Wtem, spokojną jak dotąd podróż, zakłóciła nagła zmiana kierunku wiatru. Podmuch dął teraz od wschodu, spychając podróżnych na główny szlak handlowy, poza tym jechali teraz z wiatrem, ich zapach mógł zostać pochwycony przez pierwszego, lepszego drapieżcę. Ich obawy zdały się potwierdzać. Dźwięk trzepoczących skrzydeł, dotąd nie do wychwycenia nawet przez wrażliwe wilcze uszy, dał się słyszeć każdemu. Kilka metrów przed przyjaciółmi, wiatr zaczął zataczać koła. Potężne drzewa zaczęły przechylać się, a niektóre, co młodsze i mniej masywne, łamały się niczym kruche zapałki.
- Co do…- zaklął Rast. Musiał mocno trzymać wodze konia. Najwyraźniej jego wierzchowiec czuł więcej, niż on. Jeździec zaczął nerwowo rozglądać się dookoła, nie mógł bowiem wypatrzeć March i Mata. Odpowiedź na jego zmartwienie przyszła szybko. Kilka metrów za gęstymi zaroślami, trójka przyjaciół usłyszała przeraźliwy, ale cichnący z czasem skowyt. Dźwięk wywołał przerażenie na ich twarzach, wszyscy, jakby automatycznie, ścisnęli łydki i skierowali swoje konie ku źródłu dźwięku. Ich przerażenie okazało się jeszcze większe, gdy przedarli się przez gęste się zarośla. Koń Aurory stanął dęba, jednak zręczna księżniczka utrzymała się w siodle. Reakcja klaczy nawet w części nie oddała tego, co czuła jej właścicielka. Serce blondynki łomotało jak szalone, oczy przekrwiły się, a dłonie były tak spocone, że wodze same wyślizgiwały się z uścisku. Strach nie tylko ją sparaliżował. Rose na kilka okropnych chwil wstrzymała oddech, ręce jej drżały, a myśli krążyły wciąż wokół jednego obrazu: zranionej, szarej wilczycy, opętanego furią, brązowego wilka i ogromnego potwora wyglądającego jak… wcielone zło . Na oko Rose, stwór mógł mieć około 5 metrów wysokości, łeb przypominał kształtem głaz, lekko zaokrąglony na rogach. Oczy wyglądały jak wypalone dziury, w których nieustannie płonął ogień nienawiści. Ich żółć raziła i powodowała paraliż całego ciała. Uszy były prawie niewidoczne, wtapiały się w gęstą sierść porastającą długą, smukłą, ale umięśnioną szyję. Rozwarty pysk, uzbrojony w dwa rzędy ostrych jak żyletki zęby, ukazał niewielką bródkę. Nozdrza płaskie i szerokie, ciągle wypuszczały obłoki duszącego i gorącego dymu. Grzbiet był tak elastyczny, że potwór mógł wić się między drzewami, niczym wąż między małymi kępkami pustynnej trawy. Na środku grzbietu wyrastały potężne, błoniaste skrzydła o rozpiętości około 10 metrów. Błona trzepotała na wietrze niczym tkana, delikatna firanka, która jednak mocno spajała giętkie kości skrzydeł. Tak, zdecydowanie to one robiły największe wrażenie. Sierść z szyi, która na grzbiecie skręcała się i rosła tylko na kości kręgosłupa, kończyła długi, równie giętki jak ciało, ogon. Skóra potwora miała odcień brązu, czerni i ciemnej czekolady. Całość wypełniały cętki w wymienionych odcieniach. Jak Rose się domyślała, był to rodzaj kamuflażu tego obrzydliwego stwora. Nagły ryk bestii wyrwał kobietę z dalszych refleksji. Nie tylko dlatego, że ranił jej uszy bardziej niż skowyt, ale główna przyczyna tkwiła w czynie potwora. Bezskuteczna walka Mata o uwolnienie March z jego szponów, musiała podziałać na umysł kobiety. Bez większych już oporów, popędziła konia w kierunku bestii. Pozostali towarzysze, kierowani podobnymi, co Rose, powodami, zaszli potwora od tyłu. Rast, opętany przez dziką furię, przybrał wilczą postać i ciął przeciwnika małymi, lecz ostrymi jak brzytwa zębami. Ryk bestii już nie raził uszu, a wzmacniał determinację i upór wilka. Rzucając się całym ciałem, oderwał kawałek skóry bestii, za co w odwecie, dostał w pysk. Ciepła krew obu stworzeń wymieszała się i rozbryzgła na trawie. Widząc, że taka walka nie przynosi efektów, kilkoma ogromnymi susami, najstarszy wilk wdrapał się na łeb nieprzyjaciela. Zamieniwszy się w człowieka, wyjął z pochwy sztylet, który zawczasu dostał od Rose. Wziąwszy go w obie ręce, chwilę odczekał, by celnie trafić i pchnął ostrze z całej siły. Rozpaczliwy ryk wypełnił las. Przerażenie pojawiło się nie tylko we wnętrzu zranionego, ale także jego przeciwników. Rast, który w końcu poczuł, że zadał realny ból bestii, dumny zeskoczył z głowy stwora. Tak jak się domyślał, nieprzyjaciel zwolnił uścisk, co dało czas na ucieczkę wycieńczonej March. Potwór, który na kilka pięknych sekund stracił orientację, odzyskawszy świadomość, wycofał się. Zarzuciwszy głową, spowodował wyrzut noża ze zranionej części ciała. Niechybnie, sztylet powędrowało dokładnie tam, gdzie stał jego właściciel. Mat w ostatniej chwili rzucił się na przyjaciela, ratując mu życie.
- To, że odpędziłeś to coś, nie oznacza, że… - zrobił pauzę, aby złapać oddech- Że jesteś nieśmiertelny- skwitował. Rast wstając, otrzepał się z błota i poklepał Mata po plecach. Nie mam pojęcia, skąd on ma jeszcze siły na żarty, pomyślał, ale w istocie… uratował mi życie.
Otrząsnąwszy się po niedawnych wydarzeniach, Rast zaczął rozpaczliwym wzrokiem szukać March. Dziewczyna wyglądała bardzo źle, gdy ostatni raz widział ją w szponach potwora. Szybko jednak dojrzał drogę z krwi, prowadzącą ku niedalekim zaroślom. Szedł wolno, bał się tego, co zobaczy, obawiał się najgorszego… Gdy doszedł do roślin, wyciągnął ręce, aby odsłonić krzaki. March leżała nieprzytomna pod drzewem. Mat siedział przy niej, trzymając za bezwładną rękę. Rose krzątała się i pierwszy raz, wydawała polecenie Aurorze. Mężczyzna, zwrócił uwagę na minę księżniczki, w sumie to jej twarz nie wyrażała sprzeciwu. Jednak duma królewskiej córki została poważnie urażona, co sprawiało jeszcze dotkliwszy ból w sercu. Ale Aurora była dobrym człowiekiem, czego dowodziła w swoich czynach.
- Podaj mi ten namoczony opatrunek…- usłyszał polecenie. Księżniczka szybko podała wskazany kawałek płótna i przypatrywała się dalszym zabiegom.- Najlepiej byłoby zabrać ją do jakiegoś pomieszczenia- stwierdziła Rose, po czym odczekała chwilę na reakcję towarzyszy. Gdy jednak nie usłyszała odpowiedzi, wstała i złapawszy Rasta za ramię, odwróciła się plecami do March.
- Słyszałeś, co powiedziałam?- spytała, by upewnić się, czy jej słowa nie zostały puszczone mimo uszu. Rast patrzył się tępym wzrokiem pod nogi, co działało irytująco na kobietę. Zniecierpliwiona potrząsnęła nim, co spowodowało oczekiwany rezultat.
- Przepraszam…- zaczął cicho.- Słyszałem… Coś we mnie się złamało…- dokończył po chwili, jeszcze ciszej. Rose bez namysłu przytuliła przyjaciela i pogładziła po plecach. Trwali w takim ścisku przez pewien czas, gdy podszedł do nich Mat.
- Nie chcę wam przeszkadzać- zaczął niepewnie- Ale March się przebudziła.- Na te słowa, towarzysze rozluźnili uścisk i skierowali wzrok ku rannej. March rzeczywiście była przytomna, co uszczęśliwiło Rose.
- To dobry znak- powiedziała ocierając jej czoło mokrym okładem.- Ale i tak powinniśmy zabrać cię do jakieś miasta, bądź wioski.- skończyła stanowczo.
- Nie potrzeba nam się teraz rzucać w oczy- odezwała się chłodnym głosem Aurora. Jej wzrok stał się lodowaty, tak by nie zostawać dłużnym głosowi.- Może to zabrzmiało okrutnie- nagle zaczęła się usprawiedliwiać- Ale już niedaleko do Nasilonu- to powiedziawszy wskazała ręką kierunek. Towarzysze spojrzeli po sobie, po czym ich wzrok powędrował w ślad za delikatną dłonią królewskiej córki. Ujrzeli na wzgórzu potężny zamek.- Oto cel naszej podróży.- skończyła odchodząc.

***


Ester popędzała konia najsilniej jak mogła. Podróżowała sama już od trzech dni, co poważnie dawało jej się we znaki. Nie minęła żadnej wioski, żadnych ludzi. To z jednej strony dobrze, myślała, jednak takie trwanie w samotności, może doprowadzić do obłędu. W istocie dla niej, osoby niezwykle towarzyskiej, samotność okazała się bardzo trudnym wyzwaniem. Jednak nie ma rzeczy niemożliwych, ciągle sobie powtarzała. Jej złe samopoczucie, wzmagały wspomnienia wydarzeń sprzed trzech dni. Rozstanie z przyjaciółmi okazało się trudniejsze niż przypuszczała. Wiedziała, że zwłaszcza w tym świecie, nie będzie to łatwe, jednak nigdy by nie pomyślała, że łzy potoczą się takimi strumieniami. Nawet Aurora, która wydawała się osobą poważną i jeszcze nie do końca związaną z grupą przybyszów, dawała jej cenne wskazówki i pożegnała ją czułym gestem. Na domiar złego, ciągle odbijały się w głowie słowa Rasta „wiesz, że możesz tego nie przeżyć”. Ona wtedy odpowiedziała śmiejąc się, jakby pocieszając samą siebie:
- Wiem, ale jak zwykle zaskoczę cię i za kilka tygodniu spotkamy się w Nasilonie- przerwała uśmiechając się promiennie- Razem z Nake’iem.
Rast wtedy objął ją i szepnął do ucha, że tak naprawdę w nią wierzy i ma nadzieję, że jej słowa nie są pustą obietnicą. Przyrzekła, że nie są, ale teraz, stykając się z własną samotnością i doświadczając tego, jak bardzo w obliczu braku wsparcia jest słaba, nie była tego pewna. To, że nie jest do końca człowiekiem, nie czyni jej niepokonaną. Nie można jednak się poddawać bez walki. Trzeba podejmować ryzyko, a skoro się tu znalazłam, to znaczy, że mam do odegrania ważną rolę w tym świecie. Choć miałaby być to ostatnia rzecz, jaką zrobię. Pocieszała się i przekonywała. Poradzi sobie, nawet w okolicznościach, które mogłyby wydać się beznadziejne.
Gdy słońce powoli chyliło się ku zachodowi, Ester ujrzała dwóch jeźdźców na koniach. Dzięki wilczemu wzrokowi, którym mogła się spokojnie posługiwać bez konieczności zmiany postaci, dojrzała, że mają zbroje ozdobione znanym jej znakiem: białą gołębicą trzymającą roślinę. Nie mogła ryzykować spotkania z rycerzami Forondoru, więc korzystając z okazji, że żołnierze nie mogli jej dostrzec, skręciła ślepo w zarośla. Szybko jednak pożałowała tej decyzji, gąszcz okazał się niemal nie do przedarcia. Koń w ramach protestu zatrzymywał się i rżał doniośle.
- Ciszej bądź- uspokajała wierzchowca rada, że mogła w końcu otworzyć usta.- Myślisz, że ja też jestem zadowolona? Nie ma co teraz narzekać…- ciągnęła. Dy odwróciła głowę od wierzchowca, ku jej zdziwionym oczom, ukazała się dość duża polana. Wydawała się sercem Puszczy, jednak Ester dokładnie nie wiedziała, czy faktycznie się w nim znajduje. Kiedy powoli skierowała rumaka ku niewielkiemu jeziorku, zauważyła ślady stóp. Nie były one jednak ludzkie, rozpoznała trzy palce, połączone czymś w rodzaju błony. Zatrzymała konia, by móc się bliżej im przyjrzeć. Gdy tylko zeskoczyła z grzbietu, coś ją popchnęło. Utrzymała się tylko dzięki bliskości zwierzęcia.
- Co do…- zaklęła. Rozejrzała się błyskawicznie, trzymając prawą dłoń na pochwie, gdzie schowała swój niezawodny sztylet. Kiedy jednak nic nie poczuła, uznała popchnięcie za przywidzenia i powróciła do porzuconej czynności. Delikatnie dotknęła śladów i zaczęła iść razem z nimi. Dotarła do jeziora i co ją jeszcze mocniej zdziwiło, ślady urywały się tuż przy brzegu. To mogło jedynie oznaczać, że istota zniknęła za niewzruszoną taflą wody. Ester długo przeglądała się w nim, gdy nagle zauważyła, że coś, co przypominało młodą dziewczynę, płynie w jej stronę. Wilczyca cofnęła się, a dziwne stworzenie wynurzyło drobną głowę z wody. Istota zachichotała i wyciągnęła błoniastą dłoń do Ester. Ta oniemiała, wtopiła wzrok w twarz stworzenia.
- Kim…- wyjąkała- Kim jesteś?
Wodna dziewczyna wynurzyła się w całości z jeziora. Teraz Ester widziała ją całą. Była niższa od niej, miała rude włosy oraz błoniaste ręce i nogi. Jej ciało okalała zwiewa tunika, z której krople wody spływały niczym z wypolerowanej powierzchni lustra. Gdy istota zbliżyła się do Ester na trzy kroki, dziewczyna zauważyła, że z jeziora wynurzają się kolejne podobne stworzenia.
- Nie bój się nas- usłyszała melodyjny głos dobiegający z niebieskich ust dziewczyny.- Jesteśmy nimfami i czekałyśmy na ciebie.- Ester spojrzała prosto w oczy swojej rozmówczyni. Ich zielona barwa przypominała kolor zielonych pastwisk w górach. Nieświadoma tego, co robi, Ester wyciągnęła ręce ku nimfie i poszła w ślad za nią. Już nie było odwrotu, wodne stworzenia prowadziły wilczycę wprost ku przezroczystej tafli jeziora. Czarnowłosa dziewczyna poczuła tylko jak woda muska jej twarz. Czuła jak ubrania stają się mokre i przeszkadzają w swobodnym płynięciu. Stawała się co raz słabsza, chciała zaczerpnąć powietrza, ale nie miała siły wypłynąć na powierzchnię. Straciła przytomność.
Kiedy się ocknęła leżała na trawie, przy brzegu jeziora. Wokół niej tańczyły owe nimfy, które wciągnęły ją pod wodę.
- Gdzie… ja jestem…?- szepnęła. Wodne istoty jednak jej nie odpowiedziały, kontynuowały śpiew w nieznanym dla Ester języku. Wilczyca postanowiła podnieść się, jednak gdy to zrobiła, poczuła więzy na nogach. Bez chwili wahania wyjęła sztylet, który ku jej uciesze, utrzymał się w pochwie i rozcięła pęta. Teraz mogła już swobodnie się poruszać. Kiedy wstała, nimfy uskoczyły do wody zostawiając ją samą. Dziewczyna czuła się obca, obca jak nigdy dotąd. Nie miała pojęcia, gdzie ma się kierować, czy przypadkiem nie otworzyła kolejnych Wrót Przestrzeni, które przeniosły ją w całkiem inny świat, bez możliwości powrotu. Nagle usłyszała za sobą dźwięk pękających gałęzi. Odwróciła się błyskawicznie, myśli przeleciały przez jej umysł niczym piorun. Jej oczom ukazała się piękna istota. Miała szpiczaste uszy jak u elfa, jaśniejszą niż Ester cerę oraz nieznacznie przewyższała ją wzrostem. Ubrana była w fioletową tunikę przepasaną szerokim, czarnym pasem. Pod nią miała obcisłe nogawice, które nie krępowały ruchów nóg. Ciemnobrązowe, idealnie proste włosy, opadały na jej ciało rozłożystą kaskadą. Na plecach, Ester dojrzała kołczan, a w nim strzały i łuk. Istota patrzyła ciekawie i inteligentnie na czarnowłosą dziewczynę. Po kilku okropnych chwilach, Ester dojrzała na jej twarzy blady uśmiech. Przybyszka wyciągnęła do niej rękę w przyjaznym geście, mówiąc:
- Witaj w Endorze.

Komentuj Powrót



Zapraszam do siebie w wolnej chwili, nowa notka... Coś innego dla odmiany, krótka jednoczęściówka.
Pozdrawiam.
Lena Nika 14/01/2009 16:49:56
| brak www IP: 77.254.45.126

Ja znów w sprawie powiadomienia... Bo w końcu coś wyskrobałam i dałam na bloga (tego w linku). Pozdrawiam!
Loretta 10/01/2009 10:00:24
| brak www IP: 85.221.201.52

Hmm, to notkę to ja już czytałam na mylogu... A, i nie przypominałam tam, żeby mnie powiadamiać na gadu? A może to nie u ciebie...
Nevermind, nie będę się jeszcze raz wypowiadać na temat tej samej notki, czekam na następną, o!
Pozdrawiam!
Lena Nika 14/12/2008 16:35:21
| brak www IP: 77.254.225.97

I, kurde, wiedziałam, że zapomnę! Wiedziałam!
A mianowicie powiadomić o tym, że Dragons-War pojawiła się nowa notka (to to opowiadanie, co miało tak dużo błędów). Mam nadzieję, że nie zniechęciłaś się po ostatniej...
Lorcia 14/12/2008 11:44:38
| brak www IP: 85.221.201.52

Dobra. Zaczynam!
A więc tego no, akcja, jak z bata strzelił, czytałam tak szybko, że czasem umykały mi jakieś słowa i musiałam się cofać…^^’ Ale ja już tak mam – moja wrodzona ciekawość czasem mnie samą zadziwia… Na przykład jak czytam książki zawsze sprawdzam ostatni rozdział, by wiedzieć przed bohaterami jak to wszystko się zakończy^^’’’’ Dobra, wracając do treści. Miło, że napomniałaś tak dużo o Ester, bo to moja ulubiona bohaterka. Wspaniale mi się o niej czyta – tym bardziej, że nie omijają jej przygody (jak chociażby teraz, spotkanie z tymi nimfami-egzorcystkami oraz tajemniczą, elfiopodobną postacią). Kurde babo, bo co przerywałaś, hę? Pytam: po co? Teraz umrę z ciekawości… I to z twojej winy! Będziesz mnie mieć na sumieniu!
Tera kwestia błędów.
Po pierwsze: w trzech miejscach zobaczyłam przecinek nie w tym miejscu (wybacz, ale nie przytoczę tych zdań, zbyt szybko wciągnęłam się w fabułę i zgubiłam je z oczu), drugie, nie ma słowa "rozbryzgła" jest tylko "rozbryzgała" (nie podkreśliło ci tego? U mnie Word zaczął się pienić już na dzień dobry). Trzecie: opis bestii. Dobra, też kocham skupiać się na potworach (od małego kocham to co groźne i straszne ^^'), opisywać je ze szczegółami, ale twój opis, pomimo tego że był świetny (piszę to szczerze, podobał mi się) był też... o wiele za długi. A teraz czas na literówki: „Niechybnie, sztylet powędrowało dokładnie tam” o ile mi wiadomo sztylety są rodzaju męskiego ^^’ „- Podaj mi ten namoczony opatrunek…- usłyszał polecenie” (jak udało mi się wywnioskować to usłyszała księżniczka^^) i ostatnie: „za kilka tygodniu spotkamy się” – tu typowa literówka „tygodniowa”. A i jeszcze masło maślane: „Wodna dziewczyna wynurzyła się w całości z jeziora. Teraz Ester widziała ją całą”. No ba!
Ogólnie jednak nie zniechęcaj się moimi uwagami (ba: i tak tego nie zrobisz, zapewne masz świadomość tego, że wspaniale piszesz), bo ja zawsze i wszędzie przeczytam to co napiszesz, bo mnie to interesuje. Masz kobito bujną wyobraźnię i talent do… doprowadzania mnie do deprechy. Kiedy, pytam, kiedy kolejna notka? Umrę normalnie jak jej szybko nie przeczytam!
Loretta 14/12/2008 11:42:03
| brak www IP: 85.221.201.52

Zawsze do usług :) Jakby coś jeszcze sprawiło ci problem pisz na moim blogu lub na giegie (301606). A teraz pozwól, że pogrążę się w lekturze twojej notki
Loretta 14/12/2008 11:06:21
| brak www IP: 85.221.201.52

Wchodzisz w ustawienia szablonu po czym zaznaczasz opcję na samej górze (dokładniej "Jeśli wgrywasz szablon z zewnątrz koniecznie zaznacz tą opcję i uważnie przeczytaj POMOC!"). Następnie zatwierdzasz i gotowe;)
Loretta 11/12/2008 23:02:50
| brak www IP: 85.221.201.52

Witam w skromnej społeczności Blog4u:) Teraz to nawet do ulubionych możemy się nawzajem pododawać... Jeżeli będziesz mieć jakieś problemy pisz na moim blogu, okej?
Ps. Twój rozdział przeczytam co najwyżej w piątek, bo teoretycznie to mnie nawet dziś przed komputerem nie powinno być^^'
Pozdrawiam gorąco!
Loretta 10/12/2008 22:57:02
| brak www IP: 85.221.201.52