Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Ep. IV Wizja

Rose otworzyła oczy i padła powrotem na poduszkę. Chwilę jeszcze leżała, gdy uświadomiła sobie, że dziś wyruszają.
- Trzeba wstawać!- krzyknęła, zrywając się na równe nogi. Za oknem wszystko było pogrążone w głębokim śnie, ciemność ogarniała wszystko dookoła. Przygotowała wodę i szybko zanurzyła w niej ręce. Same jej odskoczyły, gdy okazało się, że ciecz jest lodowata. Nie mam czasu palić Pomyślała. Zmusiła się i ochlapała twarz. Zmęczenie zniknęło razem z kroplą wody wytartą miękkim ręcznikiem. Powieki nabrały normalnego kształtu, twarz pojaśniała, nabrała kolorytu. Rose szybko ubrała się i wpadła z impetem do pokoju Ester.
- Wstawaj- szepnęła jej do ucha. Gdy dziewczyna nie dała znaku zainteresowania, kobieta poczęła nią potrząsać. W końcu Ester otworzyła oczy. Rose zobaczyła w nich smutek oraz to, że płakała.
- Co się stało? Dlaczego płakałaś?- spytała kojącym, lecz zmartwionym głosem.
- Nie, nic, nieważne.- dziewczyna szybko przetarła oczy i wstała. Poszła nalać wody, a gdy to zrobiła jej ręce włożone do cieczy, zachowały się tak, jak przed chwilą dłonie Rose. Do diabła! zaklęła w duchu.
- Umyj się w niej, to dobrze ci zrobi.
- Ciekawe jak…- powiedziała Ester zrezygnowana.
- Gdy już się ubierzesz, to proszę obudź resztę. Acha i powiesz mi dlaczego płakałaś?
Dziewczyna długo myślała. Rose miała już wychodzić, gdy w pokoju rozbrzmiał głos Ester.
- Jeżeli ty odpowiesz na moje pytanie.
Rose zawahała się, po czym dodała:
- Ty znasz moje pytanie, a nie dałaś odpowiedzi. Ja też chcę znać twoje przed jej udzieleniem.
- No więc ja ci odpowiem i zadam swoje. Będziesz miała zadane pytanie przed udzieleniem odpowiedzi.- powiedziała chytro Ester.
- Wiesz doskonale, o co mi chodzi. Jeżeli ty zadasz teraz, a potem odpowiesz, będziemy kwita.- rzuciła Rose i zamknęła drzwi.
- Chwil…- Ester urwała w połowie słowa i niemal rzuciła się na drzwi. Złapała wysoko umiejscowioną, miedziana klamkę.
- Rose!- wołała, jednak nie otrzymała odpowiedzi. Dziewczyna snuła się korytarzem w poszukiwaniu kobiety. W końcu zauważyła uchylone drzwi. W pokoju krzątała się Rose. Ester, trochę onieśmielona, lekko zapukała.
- Proszę.- powiedziała właścicielka domu.
- Rose wiesz, że czasem mnie ponosi. Poza tym, to delikatna sprawa.
- Rozumiem, nie powinnam się wtrącać. Ale pomyślałam, że mogłabym ci pomóc.- Rose powiedziała to tak smutnym tonem, że łzy same cisnęły się do oczu.- Teraz powiesz?
- Tak, ale najpierw zadam swoje. Obiecujesz, że odpowiesz?
- Oczywiście, że tak.- uśmiechnęła się.
- Pamiętasz naszą rozmowę w drodze do miasta? Żeby sprawdzić, czy Nake ma rację?
- Tak, pamiętam.
- Spytałam się wtedy, czy Nasilon ma sojuszników.
- Mhm….
- Zaczęłaś ”el… „, chodziło o elfy, prawda?
Oczy Rose prawie wszyły na wierzch, błądziła nimi po podłodze. Nie wiedziała, co odpowiedzieć. W końcu, odnalazła stwierdzenie, co prawda, niegodne tego pytania.
- Nie mogę na to odpowiedzieć.- odparła i wyszła z pokoju.
- Obiecałaś!- Ester łapała ją za słówka. Podążała za rozmówczynią krok w krok. Stała się jej cieniem.
- Po prostu nie mogę, nie nalegaj.
- Czyli tak… Elfy istnieją.
- Jeżeli komuś o tym powiesz, piśniesz jedno słowo…
- To co? Zabijesz mnie?- prychnęła Ester.
- Jak możesz z tego żartować? Ale jeżeli o tym wspomnisz choć raz, będę zmuszona zaprowadzić cię do Ëlbríth.
- Do czego?
- Ëlbríth- elficki sąd. A elfy w takich sprawach są bardzo surowe. Nawet „surowe”, to chyba za mało powiedziane…
W Ester wezbrała złość. Przyszła jak fala nieoczekiwanego przypływu. Wlała się w nią niczym woda wdzierająca się przez rozbitą tamę. Miała ochotę wygarnąć z siebie to, co myśli, ale zamiast tego zamieniła się w wilczycę i obnażyła bialutkie kły.
- Uspokój się. Teraz odpowiedz na moje pytanie.
Ale Ester ani myślała się zmienić, a tym bardziej odpowiadać na jej pytanie. Pierwszy raz miała ochotę skoczyć jej do gardła. Jednak hamulec, który miała w łapach, powstrzymywał ją przed dokonaniem tego okrutnego czynu. Gdy nagle się odwróciła, zobaczyła śliczną blondynkę w zwiewnej szacie. To Aurora! Dziewczyna natychmiast przybrała ludzką postać i chciała wytłumaczyć się, ale nie mogła wydusić ni słowa.
- Nie musisz się jej bać. Skoro już się dowiedziałaś o jej zdolnościach wiedz, że pozostałe cztery osoby również są takie.- wyręczyła Ester Rose.
„Również są takie”… co to za fraza?! powiedziała w myślach oburzona Ester.
- A więc to prawda…- wymamrotała.- Istnieją wilki, a ja nie chciałam w to uwierzyć.
Księżniczka natychmiast wbiegła po schodach na górę mijają spokojnego i radosnego Nake’a.
- Kto to był…?!- spytał się, mimo że znał odpowiedź. Chwycił Ester za ramiona i powiedział:
- Jak ona się tu znalazła? Dlaczego ja nic o tym nie wiem?
Przyjaciółka mu wszystko opowiedziała i wytłumaczyła.
- … ona jest taka śliczna…- rozmarzył się.
- Owszem, ale wie o twoich zdolnościach- powiedziała z rozbawieniem Ester.
- Jakich? Że… jestem wilkiem? Dlaczego…- i czar prysł.
- Na pewno cię takim zaakceptuje, nie możesz się tylko narzucać, zbytnio.
Jednak Nake, nie zważając na uprzedzenie pognał w stronę schodów. Wszedł na górę i znalazł uchylone drzwi. Zapukał.
- Proszę.- odpowiedziała kobieta wystraszonym głosem. Odwróciła się i ujrzała wysokiego mężczyznę, bruneta o szarych oczach. Obraz ten mieszał się z widokiem młodego, brązowego wilka.
- Ty też… odejdź, zostaw mnie!
- Nie bój się księżniczko, nie zrobię ci krzywdy.- Nake zrobił krok do przodu, potem kolejny i jeszcze jeden. Aurora zwróciła oczy ku broni i błyskawicznym ruchem chwyciła miecz. Wycelowała go prosto w gardło wilka. Ostrze mieniło się czystym blaskiem, odbiło się w oczach przerażonego zwierzęcia.
- Nie zawaham się go użyć, jeżeli nie odejdziesz…- po głosie było słychać, że ma pewne wątpliwości. Nake to wyczuł. Mimo to, nie spodziewał się takiej reakcji. Cofnął się, ale nie zamierzał wyjść.
- Auroro, naprawdę nie musisz się nas obawiać.
- Mam się nie bać zwierzęcia, o którym krążą najgorsze opowieści w królestwie? Ty chyba sobie kpisz ze mnie… jesteś naprawdę zabawny, mógłbyś być komikiem na królewskim dworze.- powiedziała roztrzęsiona. Mimo że ostrze było wycelowane w gardło, księżniczka trafiła prosto w serce wilka. Nake naprawdę się tego nie spodziewał. Te słowa brzmiały jak wyrok w jego uszach. Młodzian wyszedł trzaskając drzwiami. Po drodze minął się z Summer i Setem.
- Co mu się stało?- spytała. Set tylko wzruszył ramionami.
Nake wpadł do kuchnia jak burza. Popchnął drzwi, uderzył w stół. Nigdy się tak nie zachowywał. Emanowała od niego okropna złość.
- Nake, spokojnie co się stało?
- Taka to księżniczka? Która jest egoistką, nie potrafi szanować innych, bo są… jak ja mogłem, być tak ślepy… - cały się trząsł. W takim stanie wszedł na górę do swojego pokoju.
- Zostaw go- zatrzymała Rose Ester, która chciała pocieszyć przyjaciela.- Lepiej idź po swoje rzeczy, trzeba objuczyć konie.
Atmosfera była tak napięta, ze ledwo można było oddychać. Że też przed samym wyjazdem, sprawy musiały się tak skomplikować.
Około szóstej rano, Rose wyprowadziła konie, przyniosła swoje rzeczy. Nikt się nie odzywał, wszyscy podawali sobie bagaże w milczeniu.
Pakowanie zajęło im około godziny, w sumie w podróż miało wyjechać pięć koni. Ester właśnie podciągała popręg swojemu rumakowi, gdy zauważyła Aurorę stojącą nad sobą.
- Czy zauważyłaś, że kamień na twoim naszyjniku jest taki sam jak na sztylecie?- odezwała się delikatnym głosem. Ester spojrzała na nią zdziwionym wzrokiem. Kompletnie nie wiedziała, o co jej chodzi. Gdy jednak nie doszukała się kpiny, zerknęła na sztylet. Szybkim ruchem ręki zerwała rzemyk, na którym utrzymywał się piękny kamień na jej szyi. Wzięła obie rzeczy i uniosła w stronę słońca. Minerały, owszem były takiego samego koloru, ale czy należały do tego samego gatunku? Tego nie potrafiła rozpoznać. Jednak zauważyła, że im bardziej się w nie wpatruje, tym bardziej wydaje jej się, że coś w nich widzi. Dostrzegała moc, która niczym spieniona fala niesiona przez wiatr i opadająca przy brzegu, unosiła jej drobną sylwetkę. Brązowe włosy opadały jak kaskada na wąskie ramiona, oczy lśniły jak oszlifowane diamenty. Ester czuła energię, całe jej skupisko, które znalazło ujście właśnie w niej. Czuła jak przepływa przez jej żyły, wypełnia każdą cząstkę jej ciała, dociera do najodleglejszych zakamarków.
W końcu moc się uspokoiła i delikatnie sprowadzała Ester na ziemię. Dziewczyna odczuwała zmęczenie i lekki strach. Te uczucia jednak minęły wraz z ulotnieniem się energii. Moc znikła tak samo nagle, jak się pojawiła. Gdy wilczyca się rozejrzała, zdała sobie sprawę, że jest na polu bitwy, a już na pewno nie tam, gdzie powinna być. Usłyszała rozmowę, dostrzegła na strzelistej wieży króla rozmawiającego z jakimś sługą, czy dowódcą. Niedaleko nich stało przedziwne stworzenie, coś jak ptak, ale jakieś bardziej drapieżne. Tak, oczy Ester nie mogły się mylić, to był gryf we własnej postaci.
- Niesamowite…- tylko to słowo zdołało wyjść z jej ust.
Pewien dźwięk, a raczej ryk przeszył niezmierną ciszę, jak sztylet przecina skórę, dokładnie bez szarpnięcia. Tak też ten owy, straszliwy ryk pozbył się słodkiej, ale złowrogiej ciszy. Tak jak najpierw widać błyskawicę, a potem słychać grzmot, tak najpierw słychać było ryk, potem dostrzec można było ogromne, czarne cielsko. Skrzydlaty potwór uzbrojony w pancerz, ostre jak przecinak szpony i cztery rzędy wielkich, przerażających trzonowców wzbił się w powietrze, władał przestworzem. Błoniaste skrzydła wydawały się cieniutkie, tak trzepotały na wietrze, że można by się spodziewać rozdarcia się ich na drobne części. Delikatna błona i ogromne rozmiary zwierzęcia nie pasowały do siebie

Ale tak to już jest . pomyślała Ester.

Tak to już jest. Dźwięczny, nieznajomy głos odbił się echem w myślach dziewczyny.

- Kto, co…- powiedziała na głos z trwogą w głosie.
I rozgorzała bitwa. Klingi ścierały się raz po raz, miecze napotkały opory w postaci zbroi, leciały kolejne strzały. Ciężka chmura dymu skrywała czyste, błękitne niebo.
Fala gorącego, gryzącego powietrza dmuchnęła wprost w twarz Ester. Dziewczyna dławiła się pyłem, oczy jej poczerwieniały. Przez moment nic nie widziała, ściana palącego powietrza przysłoniła pole bitwy.
Skrzydlate potwory pojawiały się to z jednej to z drugiej strony. Ester nie mogła dojść, która z nich walczy jako ta dobra.
Wilczyca bała się. Bała się obrotu wydarzeń, podniebnych stworów zataczających diaboliczne okręgi i obnażających straszliwe kły. Jednak nie obawiała się, że ktoś może ją zauważyć.
Bitwa wydawała się monotonna, gdy coś się zaczęło dziać. Linia obrony jednej strony załamała się niczym nietrwała tama pod naporem wzburzonej wody. Wtem jeszcze donioślejszy, ale jakby bardziej przyjazny ryk zagrzmiał w uszach Ester. Zza murów zamku wyłoniła się potężna, szmaragdowa postać. W tej chwili, dziewczyna doznała jakby olśnienia. Dotarło do niej, ze widzi ogromnego smoka, który włączył się do walki na czyjeś wezwanie. Potwór miażdżył wszystko na swojej drodze, ział zielonym ogniem. Wtedy sytuacja się odwróciła. Wojska przeciwnika zaczęły się wycofywać, pozostałe smoki nie dawały rady jednemu stworowi. Ester nie bała się smoka, wręcz przeciwnie, czuła do niego sympatię, pewne przywiązanie. Gdy tylko go zobaczyła coś pękło w jej sercu. Jednak złota passa nie trwała długo. Wróg szykował atak, miał zamiar pokonać szmaragdowego smoka. Ryk, wbrew oczekiwaniom Ester, się nie pojawił. Obecność zwierza zdradzał odór, który omamiał wszystkie zmysły. Nawet Ester go czuła, choć jak jej się wydawało, nie mogła tam stać naprawdę. Czerwona postać wyłoniła się z kłębów dymu i wrzasku. Trwoga ogarnęła wojsko Zielonego, tragedia jego oddziałów wisiała w powietrzu. Czerwony potwór zrównał się ze szmaragdowym smokiem. Ten drugi wydawał się wilczycy ogromny, ale w porównaniu z tym pierwszym, był niemal niezauważalny. Jeszcze jedno je odróżniało. Dopiero teraz Ester to zauważyła. Drobniejsza budowa i mniejsze rozmiary zapewne świadczyły o tym, że Zielony był smoczycą.
- Tak, to na pewno samica…- szepnęła do dębu jakby był jedynym towarzyszem w tej mrocznej otchłani.
Na grzbiecie Czerwonego siedział ktoś, albo coś. Ester maksymalnie wytężyła wilczy wzrok, ale nic to nie dało. Ciemna postać kierowała złym smokiem, za to Szmaragdowa była wolna. Smoki starły się po raz pierwszy. Nie od razu był znany wynik pojedynku. W końcu smoczyca zaczęła tracić siły, mimo to cięła niemiłosiernie, celnie strzelała kulami zielonego ognia. Ester ze łzami w oczach śledziła rozwój wydarzeń. Gdy wydawało się, że to koniec, czerwony smok bowiem szykował się do ostatecznego uderzenia, ktoś wypowiedział nieznane dla Ester słowa:
- A thyr… ëmerald!*
Smoczyca w tej samej chwili zaczęła spadać, zdawało się, że runie w dół wprost na własny oddział. Nagle ręce Ester poczęły drżeć, to kamienie pragnęły wydostać się i wzlecieć w powietrze ku smokowi. Dziewczyna lekko rozchyliła dłonie, żeby minerały wyskoczyły z nich wystrzelone jak z procy. Przez drogę złączyły się i leciały wprost na spotkanie smoczycy. Ester zauważyła łzę spływającą z ciemno-zielonych oczu potwora. W tym samym momencie, słona kropla wypłynęła z oczu wilczycy i potoczyła się na ziemię. Nim jednak się z nią zetknęła, smok znikł a kamienie powróciły do rąk dziewczyny, rozłączone.
I wszystko stało się rozmazane, Ester poczuła napływ tej samej energii, co przedtem. Znów ogarnęła ją całą i zaczęła unosić. Wilczyca wciąż miała przed oczami obraz spadającego smoka. Zanim się obejrzała zobaczyła przyjaciół i samą siebie wpatrującą się w minerały. Nagle poczuła ubytek mocy, stała na ziemi pośród znanych twarzy.

----------------------------------------------------
* w języku Alansoi tzn: "zmień się... w szmaragd"
Komentuj Powrót