Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Ep. V Strata

- Jestem pewna, że to te same kamienie, a wierz mi, znam się na tym.- powiedziała Aurora.
Na te słowa Ester wzdrygnęła się i cicho odpowiedziała:
- Tak, to możliwe…
Nastała minuta ciszy. Ester po chwili dodała:
- Czy to szmaragd ?
Aurora zrobiła zdziwioną minę, graniczącą z niedowierzaniem.
- Cóż przypuszczam, że tak. Ale powiedz mi, skąd wiedziałaś? Szmaragdy to tak rzadkie kamienie, że nawet ja niedawno się o nich dowiedziałam.
- Jakby to ująć… kamienie mi to powiedziały- uśmiechnęła się i wróciła do objuczania swego konia. Towarzysze popatrzyli po sobie, nie bardzo rozumieli to wytłumaczenie. Jednak w obecnej sytuacji nie można było się zastanawiać.
- No, ruszcie się- ponaglała Ester. Czuła niepokój, ale miała doby humor. Po około pół godzinie wszyscy stali gotowi do wyruszenia. Tylko Rose rzuciła ostatnie spojrzenie domowi i ruszyli. Wąską drogą, prowadzącą do lasu, ciężko było iść, więc postanowili wsiąść na konie.
- Kto teraz biegnie?- spytała Rose. Spojrzała na kompanów i zauważyła, że Mat i March występują.
- My pobiegniemy teraz- powiedział za dwoje Mat, March tylko przytaknęła. Aurora zręcznie wsiadła na siwego rumaka, który transportował jej rzeczy. W końcu wjechali w las. Liście drzew tylko częściowo wpuszczały światło w głąb, dlatego rośliny na dnie puszczy były zeschnięte. Jechali spokojnie, często przytrzymywali konie w stępie. Mat i March biegli to z tyłu, to obok, albo przed karawaną. W lesie było nadzwyczaj cicho, przyjaciele mieli nadzieję, ze to oni spowodowali ogólne milczenie. Żadne z nich nie miało ochoty na spotkanie z tutejszym drapieżcą. I nagle, ciszę przeszył dźwięk rogu.
- To alarm…- powiedziała lekko zdenerwowana Aurora. Od tej chwili jazda nabrała tempa. Rose cmoknęła na konia i dała sygnał do szybszego biegu. Reszta poszła w jej ślady. Wilki biegały gdzieś przed nimi, nie wiedziały o alarmie. W końcu konie je minęły, a one nie wiedząc co się stało, szybko pobiegły za nimi.
- O co chodzi?- spytał zdyszany Mat. Ale nikt nie miał czasu odpowiedzieć. Wszyscy skupili swoją uwagę na drodze i zaroślach, żeby w porę zauważyć wrogów. Przedzierali się przez coraz większą gęstwinę, gdy Rose zarządziła postój. Rośliny dawały dobre schronienie, byli daleko od głównej drogi.
- Zachowajcie pełną ostrożność- poleciła Rose sucho. Następnie skinęła na Rasta, by ten w jednej chwili zmienił się w ogromnego wilka. W kilka sekund jego potężna sylwetka znikła z pola widzenia.
- Czy może ktoś mi w końcu powiedzieć, o co tu chodzi?- spytał lekko zirytowany Mat. Nie doczekał się jednak odpowiedzi. Złość wezbrała w nim jak rzeka, którą ogranicza tylko płytkie koryto. Młody wilk, nieprzyzwyczajony do takiego traktowania, zawył żałośnie. Zamilkł jednak natychmiast. To Aurora uderzyła go w pysk tak mocno, że odleciał kilka metrów w bok.
- Cicho…- zdążyła tylko tyle wyszeptać, bo z zarośli wyłoniła się postać Rasta. Nic nie powiedział, ale wyraz jego pyska wyrażał wszystko. Trzeba było uciekać i to szybko. Mat ledwo się podniósł a już musiał biec.
- Szybko Mat- ponaglała March trącając go wilgotnym nosem. Ester nie wiedziała, co robić, czy wsiąść na konia, czy biec jako wilk. Księżniczka przyszła jej z pomocą. Zręcznie złapała wodze kasztana i zaczęła galopować. Na to Ester zmieniła się w wilczycę i krok w krok podążała za rumakiem. Ostre kolce niektórych roślin drapały ją po mordce, łapy nieprzyzwyczajone do tak szaleńczego biegu, zaczęły krwawić. Ester miała ochotę zaskomlić, płakać, w każdym razie, zatrzymać się. Ale wiedziała, że nie mogła. To by ją zabiło i naraziło przyjaciół na zgubę. Mijające drzewa zlewały się w całość z niebem i roślinami, obrazy jej się mieszały. Jedno ją dręczyło, nie mogła się powstrzymać, aby nie spojrzeć w tył.
Ciekawość nie wytrzymała i drobny łeb odwrócił się. Goniło ich pięciu mężczyzn na koniach. Dwóch było wyposażonych w łuki, trzech w miecze. Nagle jej głowę przeszył ból, uderzyła się w głowę. Napastnicy byli tak blisko, gdy nagle przed jej oczami wyskoczył Nake, a zanim Rast. Usłyszała także galopującego konia, to Aurora przybyła na ratunek. Wszystko działo się tak szybko, Ester widziała walkę jako urywające się obrazy, dźwięk uderzających kling i skowyty drażniły delikatne uszy wilczycy. W końcu stwierdziła, że musi wstać. Powoli, jedna łapa po drugiej, stawała o własnych siłach. I wtedy już dobrze widziała całą scenę. Zobaczyła walkę przyjaciół, którzy przyszli jej z pomocą. Nagle wszyscy rzucili się do ucieczki, bo oto nadciągały posiłki. Postaci w złocistych zbrojach zbliżały się z każdym krokiem i coraz napawały większym strachem.
- Za nimi!- Ester usłyszała polecenie z ust potężnego mężczyzny. Panika ogarnęła ją jeszcze bardziej, narastała jak ból, omotała myśli. Nagle z zadumy wyrwał ją skowyt. Nake był w tarapatach, złapali go. Dziewczyna odruchowo spojrzała za siebie i to co zobaczyła napełniło jej serce na nowo lękiem. Ale ten lęk był podsycany przez nienawiść, jak drewno podsyca ogień. Paliło ją od wewnętrznego bólu, nie mogła wytrzymać. Rzuciła się na człowieka, który trzymał sieć. Wbiła ostre kły w jego ramię, co spowodowało zwolnienie uścisku. Ale siatka została złapana przez drugiego człowieka. Również trzeci przyszedł z pomocą. Wilczyca dostawała razy, ale nie zaprzestała walki. Miotała się, cięła wszystko co mogła, co było wrogie. Czuła jak zło buzuje w jej krwi, która wytryskała z ran, spływała po niej kaskadami. Traciła siły i powoli przytomność. Wola walki wzbudziła respekt w napastnikach. Ale i to nie powstrzymało ich przed zabraniem Nake’a i prawie ostatecznego rozprawienia z wilczycą.
- Weź jej przyłóż, bo mnie denerwuje! I tak nie możemy jej zabrać!- usłyszała jakby przez mgłę. Za późno zareagowała. Nagle świat pogrążył się w otchłani ciemności…
Gdy się obudziła, leżała zawinięta w koc. Wokół niej byli przyjaciele, brakowało tylko Nake’a.
- Co… gdzie on… Co się w ogóle stało?- po chwili- Au… moja głowa.
Przez pewien okres czasu nikt się nie odezwał. Wszyscy przygnębieni, patrzyli tępo na obłoki dymu ulatniające się nad ogniskiem. W końcu podniosła się March, która chyba jako jedyna nie przeżyła tak bardzo straty Nake’a.
- Nake’a porwali ci ludzie…- zaczęła- Co się stało… Ech, zaraz ci opowiem.- zerknęła w stronę Mata, sprawdzała jak się czuje po mocnym uderzeniu Aurory.
Ogień już dogasał, gdy przyjaciółka skończyła opowiadać. March podeszła do ukochanego, bo wyraźnie było widać, że myślami wciąż błądziła do Mata. Delikatnie opatrzyła jego ranę i ułożyła się do snu. Uśmiechnęła się do niego znacząco i okryła powiekami swe piękne, zielone oczy. Ich zieleń wstrząsnęła Ester. Nagle przypomniała sobie szmaragdowego potwora i odruchowo chwyciła za naszyjnik. Obrzuciła także przerażonym spojrzeniem sztylet.

Wizja się powtórzy?

Chcąc zapomnieć, a przynajmniej przez chwilę nie myśleć o tym, postanowiła objąć wartę.
- Już wiadomo, kto obejmie wachtę?- spytała nieco znużona.
Nikt się nie odezwał, a gdy chciała ponowić zapytanie, Aurora obudziła się jakby ze snu.
- Co…? Nie, jeszcze tego nie ustalaliśmy.
- To ja jestem chętna. W końcu wy chyba nie bardzo się kwapicie do tego…- odpowiedziała z lekkim wyrzutem.
- Nie, lepiej nie.- odezwał się milczący Rast.- Ja ją obejmę, ty jesteś zbyt słaba.
Ester miała to skomentować, jednak tego nie zrobiła. Zawsze wiedziała, że Rast czuł się odpowiedzialny za całą grupę, zawsze jak działo się coś złego, widziała w jego oczach pretensje, zapewne do siebie, i gorycz.

Cóż…Chyba postaram się zasnąć.

Błądziła oczami wokół obozowiska i w końcu dostrzegła doskonałe miejsce do odpoczynku. Dość blisko ognia, ale pod rozłożystym dębem, dającym schronienie przed deszczem lub słońcem. I nagle przypomniała sobie drzewo, w którego pobliżu stała podczas bitwy.

Te obrazy nie mogą mieć ciągle prześladować!

Niestety mogą…

Usłyszała w głowie ten sam dźwięczny głos, który rozbrzmiewał podczas bitwy. Ester złapała się za głowę i zaczęła kręcić w koło.
- Yyyy… Zostaw mnie!!!
- Co się stało?- Rose i March na raz zaczęły wołać do dziewczyny.
- Dlatego właśnie nie pozwoliłem stanąć jej na warcie- szepnął do siebie triumfujący Rast.
March podbiegła do przyjaciółki, przytuliła ją i kojącym głosem zaczęła uspokajać. Poważnie zaniepokoiła się, gdy poczuła mokry policzek Ester.
- Już jesteśmy przy tobie- zapauzowała, żeby otrzeć zabłąkaną łzę z ciepłego lica dziewczyny.- Powiedz co się dzieje? Jak mamy ci pomóc?
Ale Ester milczała. Przecież nie mogła powiedzieć, ze słyszy głosy w głowie. Poza tym, i tak nie mogli jej pomóc.

Pomyślą, że zwariowałam

Ciągle o czymś myślała, zapomniała, że dosłownie przez chwilą coś odezwało się w jej głowie. Coś tajemniczego, coś czego nie zna i chyba w głębi serca, nie chce poznać.

A może zwariowałam?

Nie zwariowałaś…

Ten sam głos.
Ester nawet nie wiedziała co ma wykrzyknąć, bo taką miała ochotę. Krzyczeć, aby tylko uwolnić się o tego głosu! Nie był w prawdzie straszny, a kojący i dźwięczny… Jednak dziewczyna bała się go, nie chciała go więcej czuć w myślach. Kolejny, słony kryształ wypłynął z jej oczu. W końcu postanowiła nie myśleć. Zdawała sobie sprawę, że to niemożliwe, ale nie znalazła innego wyjścia. Tylko czy to coś da?
- To co? Nie powiesz?- dopytywała się zrezygnowała March.
- Y… Może kiedyś- Ester uśmiechnęła się przez łzy.- Zapewne kiedyś będę musiała.
Po tych słowach March wraz z Rose zostawiły Ester, która zmęczona, wygodnie ułożyła się do snu. Aurora, która z odległości światła z ogniska obserwowała całą sytuację, wstała i podeszła do Rose.
- Wiesz, co może jej być?- spytała.
- Nie- odparła Rose sucho.- I dopóki nam nie powie, nie dowiemy się tego.
- Ja myślę, że to ma związek z tymi szmaragdami na jej naszyjniku i sztylecie.
- O tak… na pewno, pewnie usłyszała ich płacz i sama zaczęła płakać. – Rose wrogo podsumowała podejrzenia Aurory. Chyba zapomniała, że ma do czynienia z królewską córką.
- Przepraszam… zapomniałam się…- zaczęła po chwili ciszy.- Proszę wybaczyć, to się więcej nie powtórzy…
- Najlepiej będzie jak przestaniecie mnie traktować jako księżniczkę!- powiedziała trochę wściekła. – Takowo będzie chyba dla wszystkich najlepiej- skończywszy mówić, odeszła na swoje miejsce przy ognisku i nakryła się kolorową narzutą, prosto z dworskiej komnaty.
Komentuj Powrót