Chłodny poranek zawitał do obozowiska o wczesnej porze. Nieśmiałe promienie wschodzącego słońca okryły miejsce ogniska. Wypalona ziemia jeszcze przypominała czasy świetności ognia. Teraz pozostał tylko popiół, szary proch nic dla nikogo nie wart. Było cicho, ptaki umilkły wczorajszego wieczora, kiedy to Ester miała napad. Najwyraźniej bały się odezwać i jak zawsze powitać nowy dzień.
Słońce znajdowało się dość wysoko, kiedy Rose otworzyła oczy , rozejrzała się. Wszyscy jeszcze spali. Ale to ona zawsze przygotowywała posiłek, wstawała najwcześniej. Rozciągnęła w końcu obolałe mięśnie, trochę odrętwiałe po tak niewygodnej nocy. Następnie złożyła swoje prowizoryczne łóżko, wzięła sagan i poszła nad rzekę. W miarę jak się oddalała od obozu, słyszała więcej odgłosów zwierząt, udało jej się nawet dojrzeć wiewiórkę czmychającą w korony drzew. Ruda kita zniknęła jednak tak szybko z oczu kobiety, że nie zdążyła zauważyć, iż stworzenie to różniło się od zwykłej wiewiórki. Miało wielkie niebieskie oczy, pazurki wystawały ze stóp niczym zaostrzone sztylety, gotowe do ataku. Siekacze miała długie na 10 centymetrów i w rzeczywistości była dużo większa od zwyczajnego gryzonia. Ale Rose nie zauważyła takich szczegółów. Korona drzew skutecznie zakryła owe cechy odbiegające od normy.
Gdy doszła do źródła życiodajnej cieczy, włożyła kocioł do niego i wypełniła go nim po brzegi. Kiedy miała już odchodzić, usłyszała plusk wody.
No tak ryby!
Postawiła naczynie pod drzewem i cicho podeszła do brzegu. Kucnęła, podwinęła rękaw bluzki i wypatrzywszy rybę, zanurzyła ręce w wodzie. Natychmiast je jednak wyjęła, bo ciecz w korycie okazała się lodowata. Syknęła.
Dobra, jeszcze jedno podejście
Przygotowała się i jeszcze raz spróbowała. Złapała, ale łuskowaty potwór wyślizgnął się. Rose zaklęła w duchu. Postanowiła wracać, bo pewnie sporo czasu już minęło. Wzięła sagan i miała już iść, gdy:
- Może pomogę?- usłyszała za plecami. Porządnie się wzdrygnęła, bo pół zawartości garnka wylała na siebie.
- Och…- jęknęła. Chłodna ciecz zmoczyła jej ubranie.
- Przepraszam, nie chciałem cię tak wystraszyć- odezwał się ponownie. Rose zmierzyła go ostrym wzrokiem- uśmiechnął się i wyłonił a cienia. Na szczęście lub nieszczęście, był to Rast.
- To ty!- krzyknęła przez zęby.- Dawno wstałeś?
Rast zaśmiał się złośliwie, a tego Rose nie lubiła i to bardzo.
- W ogóle nie spałem, pełniłem wartę.
Rose nie zauważyła pustego posłania. Przypomniała sobie jednak te chwilę i możliwe, że nie było wszystkich.
- Pomóż jak możesz. Bo ja już nie mam ochoty się moczyć. Jestem zbyt sucha.- skończyła ironicznie.
Rast posłał jej tylko podejrzany uśmiech i zamieniwszy się w wilka, wskoczył do wody. Po oczach Rose poznała, że doznał lekkiego szoku. Z rozbawieniem śledziła każdy jego ruch. Masywne łapy cięły wodę niczym sztylet mięso. Fale prąd nie powstrzymywały majestatycznego, parł odważnie. Jak się okazało, wilk świetnie sobie radził, w niecałe dziesięć minut na brzegu leżało siedem ryb, w sam raz.
- Wystarczy Rast. Wychodź, bo się zaziębisz.
Ale drapieżnik ani myślał wyjść. Kątem oka zamierzył Rose, następnie zanurzył pysk. Trzymał mocno ósmą rybę. Ta jednak nie znalazła się na brzegu, lecz od razu w żołądku wilka. Rast chciał tym zaimponować Rose, ale raczej nie otrzymał zamierzonego efektu. Kobieta stała i z niecierpliwością wyrysowaną na twarzy, tupała nogą. Zwierzę otrząsnęło się z wody, obwąchało ryby i znacząco popatrzyło na Rose.
- Jeśli myślisz, że ja mam wszystko nieść, to jesteś w ogromnym błędzie.- to mówiąc rzuciła mu ostre spojrzenie i znalazłszy długi, wytrzymały konar, nabiła na niego trzy ryby. Kij zarzuciła zręcznie na ramiona i ruszyła do obozu. Rast zmienił się w mężczyznę i schowawszy ryby do torby, przybrał powrotem wilczą postać. Szybko dogonił towarzyszkę i gdy tylko znalazł się na odległość palca, ośmielił się uszczypnąć ją w nogę.
- Au…!- krzyknęła.- Co ty wyrabiasz? Gdzie masz ryby?- spytała gniewnie.- Nie podrywaj mnie!- rzuciła w końcu.
Rast zaśmiał się i przybrał ludzką postać
- Ja i podrywanie! To mnie rozbawiłaś!- bronił się, choć wiedział, że Rose miała rację. Lubił ją i to bardzo. Gdy dotarli do obozu, ku ich zdziwieniu wszyscy jeszcze spali.
- Chyba musiałam wcześnie wstać- powiedziała Rose, zaczynając rozmowę.
- Lub jest już bardzo późno. A to nie dobrze, pamiętaj, że mogą nas ścigać- przypomniał Rast.
W rzeczywistości nie było tak późno, bo przed ósmą, Rose faktycznie wcześnie wstała. Kobieta podsycała ogień, gdy zorientowała się, że czegoś jej brakuje.
- Sagan!- krzyknęła cicho, zrywając się z miejsca.
- Co? Co SAGAN?
- Zostawiłam go pod drzewem, przy rzece!- już miała zrobić pierwszy krok w kierunku drogi, gdy zatrzymał ją Rast. Zaśmiała się ze swojej porywczości.
- Ja pójdę- to powiedziawszy skierował się w stronę rzeki zostawiając ślady wielkich łap.
Jego sylwetka, niczym strzała mknęła przez poszycie lasy. Potężne zwierzę, widzialne z dużej odległości zlewało się z otoczeniem. Rast świetnie potrafił zakamuflować się, mimozę miła szarawą sierść, którą ciężko odszukać w leśnych barwach. Ale dobry wilk potrafił to robić, a Rast był jednym z lepszych.
Obudziła się Ester, nękana koszmarami. Na szczęście wizja się nie powtórzyła, ani we śnie, ani gdy drzemała.
Dobrze jest zobaczyć świat w normalnych barwach
Spodobało jej się to, co pomyślała. Ach znowu przyłapała się na rozmyślaniach, ba, na myśleniu w ogóle. W końcu się przemogła i wstała. Rozciągnęła mięśnie rąk, nóg i rozejrzała się po obozie. Zobaczyła Rose patroszącą ryby na kamieniu i niedaleko niej idącego Rasta.
- Co on niesie?- spytała cicho samą siebie.
Dojrzała, gdy się zbliżał. Niósł coś w rodzaju sagana, tak to był sagan, zapewne pełen wody. Obserwowała całą tę sytuację z wielkim zaciekawieniem. Rast podszedł do Rose i pomagał jej patroszyć ryby, dorzucał także drewna. Cisza. Nie rozmawiali, ale wymieniali czułe, znaczące spojrzenia.
Coś się święci… Pomyślała ze złośliwością. Już nie boi się myśleć. Postanowiła.
Najlepiej walczyć z wrogiem jego własną bronią. Jeżeli to coś znów się odezwie, ja tez się zacznę „mówić”
Pomyślała bardzo triumfalnie. Jednak później zdała sobie sprawę, że to coś mogło „usłyszeć” to, co pomyślała i znać jej plan.
I co z tego? Szybko się uspokoiła.
I tak nie powstrzyma mnie przed moimi własnymi myślami.
Uradowana, postanowiła przeszkodzić gołąbeczkom gruchaniu, jak to mówiła jej siostra cioteczna. Rodzina… Nikłe wspomnienie, które siedzi głęboko w podświadomości człowieka. Jest tam od zawsze i nigdy nie zostanie wymazane. Podstawowy element życia istoty ludzkiej tkwi właśnie w tym słowie
rodzina… Nie, nie wolno jej o tym myśleć. Nake i przyjaciele byli najważniejsi.
- Przepraszam, ze przeszkadzam, ale muszę się w końcu do kogoś odezwać.- powiedziała Ester stojąc nad Rastem. Oboje z Rose znali ten ton.
- A proszę, wcale nie przeszkadzasz- broniła się Rose- I tak nie rozmawialiśmy.
- Właśnie widziałam, ale robiliście coś w zamian.- dogryzała zwycięsko.
Rast przyglądał się obu kobietom, nie mówiąc ni słowa. Po wyrazie twarzy Rose poznał niemal furię. Jeszcze trochę, a wybuchnie.
- Dobrze- wtrącił się w nadziei rozładowania napięcia.- To ja pójdę sprawdzić, czy nikt lub nic nas nie obserwuje.- To powiedziawszy wstał i zniknął w poszyciu.
Ani Ester, ani Rose się nie odezwały, wymieniły tylko spojrzenia. Po dość długiej chwili kaleczącej ciszy, młodsza przerwała milczenie.
- Oj przecież żartowałam, ale i tak wiem, ze coś się święci.
- Święcić to mogą smoki…- odparła Rose- Pomóż mi lepiej jak możesz.
- Glina.
- Co?- spytała Rose w nutą zniecierpliwienia.
- Użyj gliny. Jak obtoczysz rybę w glinie i usmażysz to glina twardniejąc, pozbędzie się łusek. To znaczy, gdy ją rozbijesz to wraz ze skorupą odejdzie skóra.- zaczęła tłumaczyć.
Słuchaczka patrzyła na nią tępym wzrokiem. Minęło trochę czasu zanim się ocknęła.
- Gdzie się tego dowiedziałaś?- spytała w końcu, nie kryjąc rozbawienia.
- Y… no… z książki.-wybąkała w końcu Ester. To była prawda, ale bez potwierdzenia tego praktyką, mało kto by jej uwierzył. Jednak Ester wierzyła, chciała, musiała to tylko sprawdzić.
- Jakiej książki?- dopytywała się Rose ze znaną podejrzliwością.
- No więc…
- Chyba nie kucharskiej, co?- Rose prawie wybuchnęła śmiechem. Ester jednak nie zwracała na to uwagi, tłumaczyła, bo chciała się koniecznie dowiedzieć, czy to prawda.
- To zróbmy tak.- powiedziała końcu.- Tylko jedną rybę tak usmaż i ja ją zjem, jeżeli będzie się nadawała do jedzenia.- miała nadzieję, ze plan zadziała.
- Dobrze zgadzam się.- odparła Rose. Na twarzy Ester pojawił się uśmiech. Powiodło się.- Ale, ale.- uśmiech trochę zbladł.- Tak, ale. Musisz przynieść tą glinę.- na twarzy Rose malował się ledwo widoczny triumf. Ester za dobrze znała mimikę twarzy, żeby tego nie zauważyć.
- Dobrze…- odparła. I tak nie mogła się spodziewać niczego lepszego. Bez dłuższego zastanowienia pobiegła nad rzekę. Najpierw postanowiła się umyć, potem kopać i najwyżej jeszcze raz umyć. Pomknęła przez las już jako wilczyca. Śnieżnobiałe stworzenie nie kamuflowało się w puszczy. Nie potrafiło wykorzystać białości swojej sierści na tle lasu, ponieważ nie było tak doświadczone jak Rast. Ester jednak się tym nie przejmowała, pragnęła zanurzyć się w wodzie i obmyć z brudu.
Szkoda, że nie można obmyć się z wspomnień, lub czegoś w tym rodzaju…
Można, ale czego chcesz się pozbyć?
Głos. Dźwięczny i tajemniczy jak zawsze. Ester serce zabiło mocniej, pamiętała o swoim planie. Myśl, myśl…
Na…. na… na przykład ciebie i tej wizji!
Wykrzyczała myślami. Cisza… nie się nie odzywa.
Czyżby się mnie wystraszyło?
Plan zadziałał. Rozpierała ją tak ogromna duma jak nigdy. Kłusowała z podniesioną głową, wyglądała jak pewny siebie władca. Nastroszona sierść, błysk w oku, to wszystko zdradzało zadowolenie i pewność siebie. W końcu ujrzała cel swojej wędrówki i bez większego namysłu wpadła do niego w dzikim pędzie. Szybko się jednak przekonała, ze to był zły pomysł. Co najmniej zły. Doznała lekkiego szoku termicznego, nie zauważyła kiedy oddaliła się znacznie od brzegu. Spięła wszystkie mięśnie i zaczęła płynąć w stronę ziemi. Było trudno, bo prąd niósł ją dalej, parł i ciągnął. Ale młode mięśnie, wola walki i chęć przetrwania wilczycy nie dały za wygraną. Po krótkich zmaganiach, udało się Ester ujść z życiem. Otrząsnęła się z wody i odczekała chwilę, musiały jej wrócić siły.
No to bilans wyszedł na zero…
Nie do końca…
Albo jej się wydawało, albo usłyszała nutę rozbawienia w głosie. W zasadzie to mogłaby przysiąc, że „to coś” się z niej śmiało.
Co w tym takiego zabawnego?
Nic, znów cisza.
- Odzywasz się kiedy chcesz, nic nie mówisz kiedy ja świadomie się do ciebie odezwę!- krzyknęła, bo została wyprowadzona z równowagi. Postanowiła zmienić taktykę. Gdy się odezwie, ona będzie myśleć, ale nie do tego. Tylko tak sobie. Będzie to ignorować.
Komentuj Powrót