Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Ep. VII Stracić spokój na zawsze

W tym samym czasie w obozowisku wszyscy się przebudzili. Pierwszą czynnością jaką March wykonała nie licząc rozciągania się i pocałunku z Matem, było opatrzenie mu rany. Lecznicza roślina Rose pomogła, draśnięcie ładnie się goiło.
- Jeszcze jutro nałożę opatrunek i powinno się zagoić.- uśmiechnęła się i odeszła do Rose. Mat złożył ich posłania i ruszył ku wracającemu Rastowi.
- Zauważyłem ślady, ktoś tu był.- powiedział zaniepokojony, gdy tylko Mat podszedł bliżej.- Obawiam się, ze śledzą każdy nasz ruch.
- Dobrze, że wiemy z kim mamy do czynienia- odparł Mat z zadowoleniem. Jednak mina Rasta nie zgadzała się z jego słowami.
- Właśnie chodzi oto, że nie do końca.
- Jak to? Przecież to ludzie! Widzieliśmy ich!
- Tak, ale wyczułem także dziwną, nieznaną mi woń. Była ledwo wyczuwalna co znaczyło, ze istoty albo krótko tam przebywały, albo… dawno tam było. W każdym razie pierwszy raz czułem coś takiego.- zaniepokojenie rosło z każdym słowem wypowiedzianym przez Rasta.
- Mówimy dziewczynom?- pytanie Mata wcale nie zaskoczyło jego rozmówcy. Trzeba było podjąć decyzję, mówić, czy nie. Rast tkwił w zadumie. Zastanawiał się jaka będzie ich reakcja, czy nie przestraszą się i nie będą utrudniać podróży. Czy może nie przejmą się i nie zmienią zachowania? To pierwsze zdawało się być bardziej prawdopodobnie. Oczekujący i wścibski wzrok Mata był nie do zniesienia. Wielkie oczy młodzieńca wpatrywały się w kamienną twarz towarzysza czekając na choćby najmniejszy ruch.
- Może zróbmy tak- powiedział w końcu.- Powiemy im, że coś nas obserwowało, wyczułem zapach ludzi, więc pewnie to ci cali rycerze. Ale nie piśniemy nic słowem o jeszcze jednym zapachu i naszych podejrzeniach.- skończył mając nadzieję, że młody go zrozumie.
Mat spojrzał na niego ogromnymi oczami po raz kolejny. Zatajenie całej prawdy było w jakimś sensie kłamstwem, ale nie chciał martwić March.
- A Aurora?- odważył się przerwać milczenie.
- Hym…- starszy zamyślił się z lekka.- Myślisz, że ona może coś wiedzieć? Na temat tajemniczych pomocników?
Mat nie musiał odpowiadać. Jego mina wyrażała wszystko.
- To nie jest głupi pomysł, muszę przyznać.
Mat, który lubił czasem pogadać z Rastem, był bardzo zaskoczony. Starszy nie przyznawał zazwyczaj aprobaty temu, co robili inni, a tym bardziej jeżeli wyrażali swoje poglądy.
- Dobrze więc, ja z nią porozmawiam. Spróbuj nie dawać po sobie poznać, że czymś się martwisz, ja też postaram się to zrobić.- podsumował Rast i wrócił jakby nigdy nic do Rose.
Mat podszedł do March trochę speszony i zdenerwowany. Starał się być naturalny, ale nie do końca mu szło.
- Co ty taki spięty?- spytała w końcu March. Mat bał się tego pytania, jak konfrontacji z tym, czymś.
- Ach, tylko się nie martw- zaczął niepewnie.- Rast obszedł obóz. Zobaczył oznaki pobytu kogoś, zapewne rycerzy króla Athiusa.
- E… Tego można było się spodziewać, właściwie.- odparła March ze spokojem.

Niepoprawna optymistka.

- Masz rację, nie ma się czym martwić.- przemógł się w końcu. Miał mówić co innego, al. Nie mógł zawieść Rasta. Tego by sobie nie wybaczył.

* * * *


Ester kończyła się dokopywać do gliny, gdy coś usłyszała, jakiś szelest.

Co to… O… Oł….

Wilczyca powoli oderwała się od pracy i postawiła swoje zmysły w pełnej gotowości. Uszy położyła po sobie, ogon zaczął się kołysać. Tylko wargi pozostawały jeszcze na swoich miejscach.

No pokaż się…

Ale szelest ustał, nic się nie pokazało. Ester to trochę zmartwiło. To coś mogło ją nadal obserwować i uderzyć w najmniej oczekiwanym momencie. Czarne myśli zaśmiecały umysł młodej wilczycy. Aby je rozgonić, wróciła do pracy. W końcu dokopała się do gliny i zaczęła ją wykopywać. Trochę czasu jej zajęło zanim wydobyła odpowiednią ilość twardego błota.

Oby tylko nie poszli beze mnie

Zatruta myśl jak strzała przecięła koncentrację. Jednak Ester posiadała potężniejszą siłę nad tą, która potrafi ogarnąć umysł. To pozytywna energia, zawsze towarzysząca i atakująca w odpowiednim czasie. Promień nadziei i dobrego humoru uspokoiło wilczycę. Na chwilę zapomniała o tamtym świecie, o Nake’u. A biedny, młody wilk umierał z przerażenia. Jak nigdy potrzebował przyjaciół. Ale nigdzie ich nie było i nie będzie. Surowe, ciemne mury zamku Korongrodu przyprawiały o dreszcze i czarne myśli. Zimna posadzka raniła pokaleczone łapy, nie dawała zapomnieć o miejscu, w którym się przebywało. Wiedział, że nie może przybrać ludzkiej postaci, nie mogli się dowiedzieć, że jest… mutantem, a nie zwykłym wilkiem. Wiedział też, że zanim go znajdą i przybędą z odsieczą, może być za późno.

Muszę myśleć o ucieczce… Musi być jakieś…

Rozmyślania przerwało uderzenie w głowę. Młody wilk pogrążył się w otchłani ciemności.

* * * *

Ester przyspieszyła trochę kroku, bo zaczynał jej doskwierać głód. Aby odciągnąć myśli od jedzenia obserwowała zachowania ptaków i innych mieszkańców puszczy. Nie bały się, uzupełniały leśną pustkę swym przepięknym, kojącym śpiewem. Spokój… Szkoda, że nie może być tak zawsze. Na szczęście udało się Ester dotrzeć do obozowiska jeszcze przed podaniem śniadania. Zauważyła, że reszta wstała, bo nagle zrobił się wielki gwar.
- No jesteś!- przywitała ją Rose.- Już myślałam, że się zgubiłaś.
- Wilki nigdy nie tracą orientacji w terenie- powiedziała zuchwale Ester.
- Ach, czyżby?- Rose spojrzała na nią podejrzanym wzrokiem.- No dawaj tą glinę. Wypróbujemy ten twój, sposób.
Dziewczyna ostrożnie podała stwardniałe błoto i szybko wytarła ręce o spodnie. Rose zastanawiała się chwilę, po czym dokładnie obłożyła rybę twardą mazią, aż zakryła ona całe stworzenie. Na prowizorycznej patelni, która była saperka, mięso skwierczało, a zapach i dźwięk smażonej ryby rozszedł się pod całym obozie. Wszystkim ślinka ciekła na samą myśl o tak dobrym posiłku. Apetyt jeszcze wzrósł, gdy Rose wyjęła z sakiewki przyprawy. Starta papryka, tymianek i bazylia to nieliczne dodatki przez nią użyte.
Woń zasuszonych ziół mieszał się z oparami znad saperki. Po około piętnastu minutach, ku zadowoleni towarzyszy, śniadanie było gotowe. Rose nałożyła każdemu po jednej rybie, położyła kawałek chleba wręczyła kubek herbaty. Ester jeszcze chwilę czekała, bo glina nie do końca stwardniała. Byłą bardzo głodna, a widok zadowolonych i jedzących przyjaciół nie poprawiał jej nastroju. Oczekiwanie dłużyło jej się okropnie, co raz sprawdzała czy glina stwardniała. Nie przyjmowała do wiadomości, że eksperyment mógł się nie powieść. Gdy nadeszła upragniona chwila, radość i niepokój wzrosły, udało się czy nie? Wzięła kamień, który miała pod ręką i uderzyła w skorupę dźwięk pęknięć przypominał pękanie skorupki kurzego jaja. Glina powoli odsłaniała przepiękny widok. Zapach podsmażonej ryby był intensywny, a wygląd… cienkie, białe mięso przyprawiało o dreszcze. Wiadomości Ester potwierdziły się, nie było śladu łusek. Rose zrobiła zdziwioną, ale uznającą porażkę minę. Młoda dziewczyna doprawiła dorsza, wzięła kubek i delektowała się każdym kęsem śniadania.

Sukces…

Myśli rozchmurzyły się, pojawiło się zadowolenia i wewnętrzny spokój. Jednak nie trwał on długo. Poważny Rast wstał i otworzył usta, w celu wypowiedzenia jakiegoś słowa. Spokój miał właśnie zostać zburzony raz na zawsze.
Komentuj Powrót