Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Ep. VIII Układanka cz. I

Rast wstał, napiął wszystkie mięśnie. Jeszcze chwilę się zastanawiał, myślał jak dobrać słowa, aby przestraszyć, ale także żeby coś zostało młodym w tych głowach.
- No cóż… -zaczął niepewnie mało zachęcająco.- Dziś rano obszedłem obóz. Znalazłem kilka niepokojących znaków, świadczących o tym, że nie jesteśmy tu sami.
- No tak, przecież tyle tu ptaków i innych stworzeń- zaśmiała się March. Ester jej zawtórowała, gdy tylko zobaczyła naburmuszoną minę Rasta.
- Tak… pomińmy jednak takie stworzenia. Bardziej chodzi mi oto, że jesteśmy śledzeni.- ciągnął dalej.- Komuś bardzo zależy na dowiedzeniu się o nas jak najwięcej.
- Mamy takie piękne dziewczyny, więc się nie dziwię.- March dalej nie mogła zrozumieć powagi sytuacji. W końcu przerażony Mat nie wytrzymał. Posypały się słowa, które nigdy nie powinny ujrzeć światła dziennego. Tajemnica została wydana.
- Jeżeli nie obchodzi cię to, ze dziwactwa, potwory siedzą nam na ogonie to twoja sprawa!- po tych słowach spojrzał się na Rasta. Ten tylko spuścił głową i odchrząknął. Dziewczyny popatrzyły na siebie. Nie bardzo rozumiały przesłanie Mata, ale na pewno żadnej nie było do śmiechu.
- Powoli do tego zmierzałem…- zaczął nieśmiało.- Ale może i dobrze się stało. Otóż, gdy robiłem obchód obozu, poczułem woń ludzi oraz nieznany mi dotąd zapach. Nie wiem, co to może być, ale ślady nie wskazywały na dwunożne stworzenia- przełkną ślinę. Dał czas na poukładanie sobie wszystkiego.
- I tu pojawia się moje pytanie do Aurory- na te słowa, księżniczka nerwowo odwróciła delikatną głowę w jego stronę. Wielkie, piękne oczy patrzyły wprost na niego. Rast speszył się nieco, ale zadał pytanie:
- Może wiesz, co to jest?
Wielkie oczy błądziły po trawie jakby szukały pomocy lub odpowiedzi. Strach ogarną smukłą postać księżniczki. Nie chciała powiedzieć tego, co powinna. Myśli krążyły wokół jednej sprawy, to tylko legenda… Oczy w końcu stanęły. Twarze towarzyszy były wpatrzone w córkę króla, ich wyraz zdradzał napięcie i oczekiwanie. Aurora wstała, z wyniosłością i gracją obeszła ognisko i ruszyła w stronę rumaka. Przyjaciele nie bardzo wiedzieli ,co to znaczy, ale żadne z nich nie odważyło się przerwać milczenia. Delikatne dłonie księżniczki drżały, suknia falowała od nerwowych ruchów ciała. Oddech stawał się co raz szybszy, słowa popłynęły z jej ust niczym potok.
- To podobno była legenda.- zaczęła po namyśle i poukładaniu wszystkich kawałków układanki. Odwróciła się ukazując pełną powagi i lęku twarz. Wydawała się małą dziewczynką o dojrzałej naturze, która mimo swojego wieku rozumiała sytuację, choć czuła się zagubiona.
- Kiedy mój ojciec wstąpił na tron, mówiono, że poskromił potwory mieszkające w zamku. Tylko ostateczne przegnanie lub zapanowanie nas potworami dawało pełnię władzy. Podobno przed Edgarem III, poprzednikiem ojca, od tysiąca lat się to nie udało.- Aurora odetchnęła i usiadła. Od razu wokół niej zebrali się zaciekawieni słuchacze.
- Ojciec wezwał najpotężniejszych magów i z ich pomocą pokonał potwory i sprawił by były mu posłuszne. – księżniczka westchnęła ciężko- Nie wiem czy to prawda, ale gdy schodziłam do lochów, słyszałam dziwne pomruki i odgłosy łańcuchów.
- I nigdy oto nie spytałaś?- odważyła się przerwać Ester.
- Nie, w ogóle mnie to nie interesowało.- odpowiedziała chłodno.
- A czy wiesz, jak to coś mogło wyglądać?- spytał Rast.
- Księgi podawały opisy, widziałam nawet rycinę, ale…- spojrzała na rozmówcę.- Nie wiem, czy uda mi się rozpoznać to coś po śladach.
- Ale możemy spróbować?- nalegał Rast trochę zdziwiony odpowiedzią na niezbadane pytanie.
- Z całym szacunkiem- wtrąciła cynicznie March.- Ale nie widzę twojego ojca walczącego z potworami dla dobra królestwa.- zaraz po wypowiedzeniu tych słów, została upomniana szturchnięciem przez Ester. Królewska córka utkwiła chłodny wzrok w dziewczynę. March zarumieniła się i odwróciła głowę. Lodowate spojrzenie zmroziło twarz speszonej. Rose uśmiechnęła się pod nosem. Ktoś musiał ją nauczyć szacunku i trzymania języka za zębami
- Mój ojciec nie zawsze był taki jak teraz.- zaczęła Aurora smutno.- Kiedyś wysławiano jego imię, a mądre rządy spisywane zostały w księgach. Powstało wiele pieśni o zwycięstwach i rozwoju królestwa. Ojciec chciał doprowadzić do sojuszu z elfami i zjednoczyć wszystkie państwa graniczące z Forondorem. Jednak zaistniały pewne okoliczności, które zmieniły go tak bardzo.- głos księżniczki stracił blask i swoją świetność. Dźwięczna barwa oddała miejsce suchemu i ciężkiemu tonowi. Jednak miłość córki do ojca i kraju wciąż pozostawała taka sama i nikt nie mógł jej tego odebrać.
- Przepraszam…- w szumie i nawale innych dźwięków grupa wychwyciła to magiczne słowo. Uśmiech rozjaśnił ponure oblicze księżnej twarzy, a oczy nabrało dawnego blasku.
- Dobrze, to możemy pojechać i…
- … zobaczyć te ślady?- dokończyła Aurora.- Oczywiście, że tak.- po tych słowach satynowy, czerwony płaszcz zaszeleścił za plecami księżniczki. Wyniosłe kroki dodały kruchej postaci powagi i szlachetności. Aurora bez namysłu wsiadła na rumaka spięła wodze. Lekkość z jaką wykonała te ruchy, zaskoczył przyjaciół. Rast jako pierwszy wyrwał się z transu i dosiadł karego ogiera. Przyłożył łydki i zwierzę posłusznie poddało się woli jeźdźca. Obie postaci szybko zniknęły z pola widzenia pozostałych, odjeżdżając w lekkim kłusie.
- Nikt chyba, widząc tę dziewczynę, nie miałby wątpliwości, że to córka króla.- mruknęła Rose.
- I to nie byle jakiego, króla.- odpowiedziała March, po czym wraz z Matem oddalili się w stronę swoich posłań.

* * * *

Promienie słońca oślepiły Nake’a leżącego jakby bez życia na lodowatej posadzce lochu. Odbijająca się wiązka światła traciła ciepło i jasną barwę w okropnym zamknięciu. Wilk spróbował się podnieść, jednak próbę szybko przypłacił upadkiem. Obolałe kości nie wytrzymały ciężaru ciała i załamały się. Nake spróbował jeszcze raz, tym razem oparłszy się o ścianę. Lodowaty blok chłodził przetartą skórę. Kiedy udało się mu utrzymać, dopiero dojrzał sylwetki dwóch, rosłych mężczyzn strzegących wejścia do lochu.
- Patrz, pies się zbudził.- zaśmiał się większy ze strażników. Kpina dotknęła głęboko zranionego serca młodego stworzenia. Tak bardzo chciał pokazać im kim jest, a jeszcze bardziej, aby poczuli kim jest. Miał ochotę wgryźć się w szyję jednemu jak i drugiemu. Ale kraty go ograniczały, stanowiły przeszkodą, której w tej chwili nie potrafił pokonać. Nagle ogromne, ciężkie drzwi otworzyły się. Stanął w nich młody mężczyzna skuty łańcuchami. Twarz miał posiniaczoną i pełną blizn. Miał także świeże rany, które na pewno piekły niewyobrażalnym bólem. Strażnicy coś mówili i wrzeszczeli na młodzieńca. Mógł mieć około 22 lat, nie więcej. Nake był pod wrażeniem jego wytrwałości, ale jego osoba napawała go także strachem. Zapewne chłopak był obrazem tego, co niedługo mogło się z nim stać.
- No idźże!- w lochu rozległ się srogi głos mężczyzny. Mury od dawna napełnione zostały taki dźwiękami. Łańcuchy szurały po posadzce, okropnie hałasując.
- Szybciej!- wrzasnął drugi przez zęby. Ogromna ręka uderzyła więźnia w plecy. Siła okazała się tak wielka, że chłopak upadł. Strażnik podszedł i bez krzty delikatności podniósł go. Wzrok młodzieńca spotkał się ze spojrzeniem Nake’a. było w nim coś dziwnego. Obojętność, tajemniczość. Na pewno się nie bał, tak jakby wiedział, że nie może spotkać go coś gorszego.
- A ty co się gapisz?!- krzyknął z wyrzutem większy ze strażników. W wilku pojawiła się nieodparta ochota dogryzienia wielkoludowi, jednak wiedział, że musi trzymać język za zębami. Warknął tylko i odsłonił bialutkie kły za znak, że wszystko zrozumiał. Na twarzy więźnia od razu pojawił się uśmiech, a usta wygięły się w dziwaczny sposób.
- On z was kpi…- zaczął ośmielony.- Podobnie jak ja…!
- Zamilcz!- rozkazał żołnierz i wsparł słowa mocnym uderzeniem rękojeścią miecza w kark młodziana. Chłopak natychmiast zwinął się z bólu już nie mógł wstać. Został wsunięty do lochu, który był oddalony o niecałe 2 metry o zamknięcia Nake’a. wilk wiedział, że musi się z nim jakoś porozumieć. Razem może udałoby im się wydostać…
Komentuj Powrót