Rast zrównał się z Aurorą. Cisza, która towarzyszyła im dotychczas, została przerwana przez mężczyznę:
- Dlaczego właściwie zostałaś zamknięta w wieży?- spytał nieśmiało. Twarz księżniczki znów pochmurniała, czoło zmarszczyło się, a oczy zasłonięte zostały przez delikatne jak jedwab powieki. Długi szal od zbroi muskał wrażliwe lica kobiety. Różowa skóra poczerwieniała, ręce w nerwowym ruchu ścisnęły mocniej wodze. Rast nie chciał naciskać, ale nie miał też zamiaru ustąpić.
- Zostałam zamknięta z rozkazu ojca, za bunt przeciwko władzy.- słowa niemal wypluła niczym truciznę.- Siostra podpuściła go, zawsze mi zazdrościła.- skończyła ponuro.
Rast chwilę się zastanawiał. Podrapał się po głowie, by sprawić wrażenie głęboko zamyślonego i skoncentrowanego na wypowiedzi księżniczki.
- Czego miałaby ci zazdrościć? Miała wszystko…
- Tak, ale ja byłam zawsze wybranką ojca, wyznaczył mnie na następczynię tronu, mimo że Anora jest ode mnie starsza.
- Przecież nie ma tu wykształconej
primogenitury* ?
- Nie. Ale ona uważała, że ma większe doświadczenie i bardziej angażuje się w sprawy państwa. A po przemianie taty… Cóż, zyskała przewagę. Wykorzystywała każdą wolną chwilę, aby zbliżyć się jeszcze bardziej do tronu.
- Ale ty nadal jesteś oficjalną następczynią?- przerwał Rast
- Tak- odpowiedziała od niechcenia. Mężczyzna chciał zadać jeszcze kilka pytań, ale księżniczka najwyraźniej miała dość ciągłych wywiadów. Popędziła rumaka przez co znacznie oddaliła się od towarzysza. Bez dłuższego namysłu Rast pojechał w ślad za nią. Chciał już być na miejscu. Jak nigdy. Nagle zdał sobie sprawę, że stracił Aurorę z oczu, serce podeszło mu do gardła. Może wykorzystała sytuację i zbiegła? Rozglądał się na wszystkie strony, przyglądał każdemu krzakowi, każdej ruszonej kępce trawy. Gdy wzrok zatrzymał się na ruszonej gałęzi, ręce zręcznie skierowały konia ku temu miejscu. I tym razem Rast się nie pomylił. Kilka metrów dalej stała siwa klacz , a obok niej klęczała Aurora dotykając ziemi. To był cel ich podróży, bez wątpienia. Mężczyzna od razu poznał wyszczerbioną gałąź i zdeptaną trawę, oznaki pobytu czegoś lub kogoś.
- To nie to- jęknęła.- Zbyt… Nie wiem jak to określić, ale tamte potwory, w księgach, przypominały ptaki. Te ślady na pewno nie należą do nich.- skończywszy obszerną wypowiedź, wstała i ruszyła ku gęstwinie znajdującej się naprzeciw niej. Rast już miał za nią iść, gdy dojrzał drobną sylwetkę wynurzającą się z lasu.- Ślady urywają się nagle. To coś potrafi latać. Jestem przekonana.
Rast chwilę myślał. Skoro tamto przypominała ptaka, a to potrafi latać, to może jednak jest tym samym stworzeniem. Nie odważył się jednak tego powiedzieć księżniczce. Chciał jak najszybciej wrócić do obozu, opuścić ten przeklęty las.
- Wracajmy- rzucił wsiadając na konia. Zaczekał aż księżniczka powtórzy jego ruch i skierował konia na zachód.
***
Rose krzątała się po obozie. Brakowało jej stałego domu, tak naprawdę nie lubiła wędrować. Cztery ściany dawały jej poczucie bezpieczeństwa. Rose naprawdę nie wiedziała co robić. Dogasała pozostałości po ogniu, który już dawno wydał ostatni płomień życia. Poprawiła poukładane naczynia, tylko czasem jakby znudzona odwracała głowę na ścieżkę w nadziei, że zobaczy dwie postaci jadące na koniach. Ester, March i Mat z zaciekawieniem przyglądali się starszej towarzyszce, wodzili za nią wzrokiem.
- Nie wiem, za co mam się zabrać- westchnęła w końcu.- Ile można czekać?!
Jakby na jej prośbę dwie postaci wyłoniły się zza drzew. Wszyscy obozowicze wstali i zaczęli machać do towarzyszy. Jednak brak reakcji nadjeżdżających bardzo ich zaniepokoił.
- Może nas nie widzą…- powiedziała March szukając jakiegokolowiek wytłumaczenia na brak reakcji nadjeżdżających.
- Nie łudź się- odpowiedziała na to Ester- To nie oni, trzeba się przy…
Nie zdążyła dokończyć. Dwaj przybysze byli zbyt blisko. Obozowicze uskoczyli w bok i rozstawili się po całym obozie. Każda twarz była skupiona, ale zdradzała także zdenerwowanie. A co kryło się w każdej głowie? March była przerażona, myśli przelatywały przez jej umysł niczym pociski ciśnięte z nowoczesnej armaty. Myślała jedynie o sobie. Jednak po ułamku sekundy przypomniała sobie o innych, nie chciała żeby coś stało się jej przyjaciołom. Ale bała się zareagować. Postanowiła więc głębiej przyjrzeć się napastnikom. Wyglądali nadzwyczaj dziwnie. Ubrani byli w srebrne płaszcze, migoczące w promieniach słońca. Twarze były zakryte kapturami, ale March dojrzała gładką skórę, niewzruszoną mimikę i skupienie. Włosy mieli bardzo jasne, niemal białe. Siedzieli na koniach, dlatego ciężko było określić ich wzrost, ale na pewno niejeden pan pozazdrościłby im muskulatury. Nie byli może jak kulturyści, ale choćby ich dłonie zdradzały potężną siłę. Jeźdźcy stanęli pomiędzy towarzyszami, na każdym zatrzymali wzrok. Kiedy jeden z nich popatrzył na March, dziewczynie udało się zauważyć szaro-srebrno-niebieskie oczy, które miały nienaturalny, metaliczny połysk. To z pewnością nie było normalne. Młoda dziewczyna wstrzymała oddech i opuściła głowę. Po kilku minutach mężczyźni popędzili konie i odjechali. Ich konie utonęły w ciemności lasu. Wszyscy byli wstrząśnięci, przez pierwsze sekundy nikt się nie poruszył. W końcu Mat, widać zdenerwowany, wypuścił wstrzymane wcześniej powietrze. Później odezwała się March.
- To nie byli ludzie…
-----------------------------
* Prawo pierwszeństwa dziedziczenia tronu przysługujące najstarszemu synowi lub najstarszemu potomkowi w linii prostej.
Komentuj Powrót