Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Ep. IX Dar i ostateczna decyzja

Ester przyglądała się całej sytuacji z pewnego dystansu. Musiała podjąć także własną decyzję. Uświadomiła sobie bowiem, że w natłoku tych wszystkich zdarzeń i problemów zapomnieli o Nake’u, o piątym wilku w tej grupie… Z rozmyślań wyrwał ją piękny, aczkolwiek bardzo cichy śpiew ptaka. Był cudownie kojący, przypominał dźwięk harfy. Nagle Ester usłyszała drugi dźwięk, tym razem do złudzenia przypominający skrzypce. Dziewczyna odwróciła się i zobaczyła na niskiej gałęzi, tuż nad swoją głową, dwie małe ptaszyny. Przypominały sikorki, ale ich brzuszki miały metaliczny kolor błękitu, a piórka wydawały się błyszczeć i lśnić. Ich śpiew doskonale komponował się z pozostałymi odgłosami lasu, tworząc niesamowitą symfonię. Ester niczym zaczarowana, usiadła pod drzewem, gdzie przycupnęła także para śpiewaków. Nieświadomie nuciła melodię razem z lasem, mimo że słyszała ją pierwszy raz w życiu. Po chwili ptaki poderwały się do lotu i spoglądały na dziewczynę, czekały aż ta się podniesie. Urzeczona przepięknym śpiewem, ruszyła za zwierzętami. Prowadziły ją pomiędzy rozłożystymi krzewami o przeróżnych owocach. Posiadały tak intensywne barwy, że wilczyca nie potrafiła się oprzeć, aby ich nie spróbować. Jednak jej umysł pozostawał na tyle przytomny, że powstrzymywała się. Jej wewnętrzny głód piękna, zaspokajała ta przecudowna symfonia, która towarzyszyła jej na każdym kroku. Nagle Ester poczuła ciepłe krople dotykające jej sierści. Deszcz pojawił niczym płynna mgła, niczym delikatna poświata muskająca śnieżnobiałą sierść. Sierść, bo Ester, nawet nie wiedząc jak i kiedy, przybrała zwierzęcą postać. Jednak ożywczy opad skończył się tak samo nagle, jak się pojawił. Wyszło słońce, przesycone jakby nowymi promieniami. Jakby ta mżawka spowodowała narodzenie się nowego światła, które z kolei lekko grzało zwilgotniałe futro i sprawiło, że szybko wyschło. Dla wilczycy droga wydawała się być nieskończona, gdy nagle w jednej, krótkiej sekundzie wszystko umilkło. Czar prysł i zdziwiona Ester zamrugała wielkimi, wilczymi oczami. Stała na skraju lasu i to co zobaczyła napełniło jej serce strachem i niepewnością. Pozbawiło odwagi i pewności siebie. Wyschnięta równina z jednym drzewem na środku wydawała się jej taka symboliczna. Tak symboliczna, że aż nazbyt prawdziwa. A tak właściwie to nie było drzewo, a jakiś wysuszony konar, przypominający roślinę. Jedynym, co dawało jakiekolwiek oznaki życia na spękanej ziemi, były czarne, okrutnie kraczące kruki. Ten dźwięk niesamowicie raził uszy wilczycy, był całkowitym przeciwieństwem wspaniałej symfonii parki ptaków. W oddali Ester dojrzała mury i twierdzę, nad którą zbierały się ciemne, ponure chmury.

Co… co to jest…?

Pytała samą siebie. Chciała podejść bliżej, ale dwie ptaszyny, które nadleciały nagle i zrównały się z jej głową, zagrodziły przejście.
- Dlaczego nie pozwalacie mi iść??- spytała. Wpatrzona w ich oczy, oczekiwała odpowiedzi.

… bo jeszcze nie czas, byś tam szła…

Delikatny głosik odbił się echem w jej umyśle. Tak jak ten dziwny głos, który kiedyś słyszała. Tym razem jednak wiedziała czyj on jest, nie miała wątpliwości. Rozumiała mowę zwierząt. Dość długo zastanawiała się, czy i co odpowiedzieć. Gdy jeszcze raz popatrzyła się na ptaki, zobaczyła w ich oczach oczekiwanie.

A kiedy… na… nadejdzie ten czas?

Będziesz wiedziała…

Glosy milkły, wtapiając się w gwar pozostałych myśli. Zwierzęta nie pozostawiając żadnego śladu istnienia, zniknęły. Ester została sama, zagubiona w rwącym potoku własnych refleksji. Gdy odwróciła głowę, aby upewnić się w swojej samotności, zobaczyła tylko krętą, wąską ścieżkę prowadzącą w głąb lasu. Kiedy chciała ostatni raz przyjrzeć się zamczysku, ku jej jeszcze większemu zdziwieniu, ujrzała tylko drzewa. Nie było skraju lasu, na którym przed chwilą stała. Wilczyca ostrożnie wsunęła łeb między niskie gałęzie, ale w tym, co zobaczyła nie zauważyła nic nadzwyczajnego. Tylko jej głowa zaplątała się w pajęczą nić. Szamotanie na nic się zdało, dziewczyna tylko mocniej zagłębiała się w srebrnawą poświatę. Gdy u kresu cierpliwości, zdołała się z niej wyplątać, ruszyła w drogę powrotną. Miała pewne obawy, czy będzie znała drogę, ale czuła w głębi te wszystkie zwierzęta i wiedziała, że nie pozwolą się jej zgubić.

To wszystko jest co raz bardziej zadziwiające…

Myślała. Te wizje, które ją nawiedzają, te głosy… Nie miała pomysłu na wytłumaczenie tego, co się działo i tego, co czuła. Tymczasem myśli odbiegły on tego nurtującego tematu. Droga okazała się naprawdę kręta i długa, ale Ester dość szybko ją pokonała. Kiedy czuła już zapach ognia, wiedziała, że obóz jest blisko. I nie myliła się, kilka minut później dołączyła do towarzyszy
- Już jestem!- krzyknęła zdyszana. Nikt się jednak nie obruszył. Rose przygotowywała kolację, Rast dalej nad czymś rozmyślał, Aurora stała przy swojej klaczy, a para zakochanych siedziała przytulona, tak jak przed jej odejściem. W ogóle, dziewczyna odniosła wrażenie jakby nikt nie zmienił pozycji od momentu, kiedy ostatni raz ich widziała. Podeszła ostrożnie do Rose, aby sprawdzić, czy aby to nie jest sen.
- O jak miło, że przyszłaś dotrzymać mi towarzystwa- zaczęła kobieta.- Wszyscy teraz są zestresowani po tej rozmowie z Rastem. Chyba ta kolacja wcale nie będzie przyjemna. O!- niemal krzyknęła.- Jak dawno cię takiej nie widziałam- z tymi słowami dotknęła miękkiej sierści wilczycy. To zawsze ją odprężało.- Jakaś dziś jesteś wyjątkowo… miękka- zaśmiała się. Ester dotknęła pyskiem futra. Faktycznie było jakieś takie… puszyste.
- To pewnie od tego deszczu.
- Jakiego deszczu?- spytała zdziwiona Rose po chwili.- Przecież nie padało.
Ester spojrzała tępo na rozmówczynię. Coś było nie tak. Nie miała jednak zamiaru nic wyjaśniać, bo zapewne nie dało się tego tak po prostu wytłumaczyć. Zastanawiała się chwilę nad wymijającą odpowiedzią.
- Y… Chodziło mi o rosę- skłamała.- Leżałam tam, pod drzewem- wskazała miejsce pyskiem.- To pewnie od niej.
- Ach tak…- Rose zamyśliła się i wróciła do poprzedniego zajęcia.
Ester usiadła obok pracującej. Zaczęła poważnie zastanawiać się nad tym, co ją tu spotyka. Postanowiła porozmawiać z Aurorą, może ona wie coś więcej na temat tego lasu.

A może ja coś zjadłam i mam jakieś halucynacje?

Tak, to właściwie mogło być możliwe. Ale Ester nie chciała takiego wytłumaczenia, nie pasowało do tego wszystkiego. Jak na halucynacje, musiała mieć bardzo bujną wyobraźnię. Po chwili rozmyślań wstała i ruszyła ku księżniczce. Wiedziała, ze Aurora nie lubi, gdy towarzysze przybierają wilczą postać, dlatego zanim zbliżyła się do niej na kilka kroków, zmieniła się w człowieka.
- Czy mogłabym z tobą porozmawiać?- spytała niepewnie.
- Oczywiście, tylko skończę- odpowiedziała spokojnie Aurora, czesząc lśniącą grzywę klaczy. Ester popatrzyła na rumaka. Przepiękna, siwa klacz wyglądała teraz naprawdę majestatycznie i godnie królewskiej amazonki. Oczy wierzchowca miały popularną, czarną barwę, nie było w nich nic nadzwyczajnego. Jednak Ester miała wrażenie, że zwierzę chce jej coś powiedzieć. Skupiła się, ale nic w głowie nie usłyszała.
- Ester?- nagle dziewczyna usłyszała znajomy głos. Zbyt znajomy, aby stwierdzić, że to Altea się odezwała- Wszystko w porządku?- dosłyszała w głosie nutę ironii.
- Tak, tak…
- No więc, o czym chciałaś porozmawiać?
Ester zawahała się, teraz miała wątpliwości, co do słuszności wyboru osoby. Ale w owej chwili, nie mogła się wycofać, postąpiłaby niegodnie i niemal lekceważąco wobec Aurory. A trzeba ciągle pamiętać, że bądź, co bądź, to członkini królewskiej rodziny.
- Czy może wiesz coś na temat właściwości magicznych tego lasu?
Aurora spojrzała przenikliwym wzrokiem na swoją rozmówczynię. Doskonale rozumiała pytanie, ale nie rozumiała za bardzo, w jakim celu zostało ono zadane.
- Właściwie, dlaczego pytasz?- księżniczka uśmiechnęła się w swojej złośliwości. W końcu była królewską córką, mogła żądać wszystkiego. Ester nie znała tego dość egoistycznego myślenia. Przez dłuższą chwilę zastanawiała się nad odpowiedzią, w końcu tego czasu nikt nie mógł jej zabrać. Miała w tej chwili ochotę odwrócić się do Aurory plecami i nic nie powiedzieć.
- No więc…- zawahała się. Teraz każda sekunda zwłoki wydawała się wybawieniem.- Ponieważ doświadczam tutaj dość dziwnych uczuć i zjawisk. Widzę nietypowe zdarzenia i rzeczy oraz słyszę niewytłumaczalne głosy…- zaczęła, tak aby jak najbardziej zamotać Aurorę.- Poza tym…
- Tak… Już dość.- powiedziała trochę zbita z tropu i lekko zdenerwowana.- Kiedyś słyszałam o jakimś dziwnym deszczu meteronitów spowodowanych śmiercią jednego z największych smoków. Ale to ponoć legendy, nigdy nie widziałam potwierdzenia tych opowiastek na piśmie.- skończyła tryumfalnie. Najwyraźniej udzielanie informacji na tematy komuś potrzebne, sprawiało jej wielką przyjemność.
- Meteronitów?- spytała zdziwiona Ester. Domyślała się, że to coś podobnego do meteorytów. Wolała jednak konkretniejsze informacje.
- Jest to opad skalnych odłamków, mające magiczne właściwości, z innej części Przestrzeni, najprawdopodobniej z krainy zwanej: Měriną bądź Měnorą, źródła różnie podają.- mówiła dalej Aurora. Wydawała się taka zachwycona i szczęśliwa, że może się wykazać. Nawet wiatr, który do tej pory bawił się liśćmi i uginał drzewa, przestał wiać, aby nie zakłócić cennych słów księżniczki. Dla Ester te nazwy niewiele znaczyły i czuła w sobie prymitywną chęć dowiedzenia się czegoś więcej o nich, jednak wiedziała, że obecnie było to niemożliwe.
- Mało z tego zrozumiałam- przyznała.- Ale dziękuję za poświęcony czas. Pozwolisz, jednakże zapiszę sobie wszystko.- Po tych słowach podbiegła do swoich toreb i wyjęła zza płachty mały, kwadratowy notesik. Przytwierdzony był do niego kolorowy ołówek, ulubiony, który wydawał się nigdy nie tępić. Po kilku minutach, wilczyca była gotowa do sporządzania notatek.
- Czy w swoim świecie, byłaś nadwornym pisarzem, bądź kronikarzem?
Ester uśmiechnęła się pod nosem. Gdyby u niej istniała taka posada…
- W moim świecie nadworni kronikarze, jak to ich książęca mość nazwała, posiadają całkiem inne przyrządy… Ach, co będę tłumaczyć.- skończyła zrezygnowana i bez braku chęci na większe zagłębianie się w temat. W zamian wyjęła ulubiony pisak i zaczęła natarczywie coś notować. Kilka nazw, parę wyjaśnień, zaznaczenia tego, co było najbardziej intrygujące. Te wszystkie zabiegi, szybkość współgrająca z precyzją, bardzo zaciekawiły córkę Athiusa. Przyglądała się temu z ogromnym zainteresowaniem, który natomiast działał krępująco na Ester. Dziewczyna postanowiła więc błyskawicznie zakończyć pracę i wrócić do Rose. Mogła to zrobić bez poważniejszych konsekwencji, ponieważ nie dało się nie zauważyć poruszenia w obozie. Nadszedł czas podejmowania decyzji…
- Trzeba podjąć jakieś kroki i to zdecydowane. Nie możemy pozwolić, aby coś nas ciągle śledziło, nie jesteśmy śledziami, ani tym bardziej sardynkami zamkniętymi w puszce, skazanymi na pożarcie.- powiedział stanowczo Rast. Kilka ostatnich słów wzbudziło w towarzyszach, jak i w nim samym, wybuch radości.- Nie powiedziałem tego dla zabawy.- usprawiedliwiał się.- Przedstawię wam dwa plany działania: albo dzielimy się na dwie grupy, albo idziemy wszyscy razem.
- Preferuję tą drugą opcję…- wtrąciła się March. Ester natomiast szukała odpowiedniego momentu, aby przedstawić swoje plany.
- Czy ja…
- Jedna grupa poszłaby z Rose, druga z Aurorą. Uważam, że podział Rose, March i Mat oraz Aurora, Ester i ja będzie optymalnym rozwiązaniem.- kontynuował Rast.
- Ale, czy jest sens w ogóle się rozdzielać?- spytała Rose, której ten pomysł ani trochę nie przypadł do gustu.- Narazimy się tylko na jeszcze większe niebezpieczeństwo.
Jak się później okazało większość, a właściwie wszyscy uważali podobnie do Rose.
- A ty Ester?- spytał nagle Rast.- Co myślisz?- gdyby ten plan choć w części dotyczył również jej, może i by się nad nim zastanawiała. Tak, puściła słowa przewodnika mimo uszu.
- Y… To znaczy… Więc tak. Mnie to w ogóle nie interesuje, bo ja nie idę dalej z wami.- powiedziała poważnie. Jej głos był tak pewny, jak nigdy. To dało jej natomiast przekonanie, że podjęła właściwą decyzję. Przez chwilę przyjaciele patrzyli na nią jak zaczarowani. Na ich twarzach malował się wyraz przedstawiający zdziwienie i niezrozumienie, a także strach i niepokój.
- Jjj.. Jak to… nie idziesz?!- spytała głośno March. Nie mogła uwierzyć, że najlepsza przyjaciółka zostawia ją w tak krytycznym momencie.
- Spokojnie…- zaczął tym razem Rast.- Wytłumacz, co spowodowało taką decyzję?
- Nake…A właściwie jego brak i zobowiązania wobec niego jako… naszego przyjaciela.- na dwa ostatnie słowa Ester nałożyła ogromny nacisk. Chciała, aby każdy zrozumiał błąd i spróbował go, przynajmniej w duchu, naprawić.- Przecież trzeba mu pomóc.
- Stój. Przecież razem ustaliliśmy, że idziemy do Nasilonu, tam prosimy o pomoc i ratujemy Nake’a. Czyż nie tak?- spytał Rast trochę zbity z tropu.
Ester patrzyła przez dłuższą chwilę na rozmówcę i opuściła głowę.
- Zobacz ile my już idziemy?- zaczęła z wyrzutem.- Zanim dotrzemy do celu, może być już za późno… A ja nie mogę stać i czekać, bo wiem, że mogę zrobić jakiś ruch, jakikolwiek!- teraz jej głos przepełniony był rozpaczą. Czuła, że dobrze zrobiła, ale wiedziała także, że sama nie da rady go odbić. Jednak wolała to, niż bierną podróż, która nie wiadomo, czy przyniesie oczekiwanie skutki.
Komentuj Powrót